Przejdź do głównej zawartości

Morelowe miraże


Znalazłam.
Chyba, bo niczego nie można być pewnym;)
Chociaż ta miłość trwa już kolejne lato.

Mój najjjjj...
Bo to jest przecież sam optymizm i uśmiech.
Kolor, jak przez zamknięte oczy skierowane w słońce.
Miękkość puchowej poduszki,
w dodatku pokrytej aksamitem.
Gdzieniegdzie zawadiackie piegi, niczym na opalonym nosie :)


I ten szelest, przy rozrywaniu owocu rękami,
i te drobinki miąższu, mieniące się w słońcu,
zapraszające do zatopienia się,
w smaku,
w cieple,
w kwintesencji lata.


Najlepiej jeszcze prosto z torby, a kiedy już się nasycę...
może jakiś kontrapunkt, pozwalający tym bardziej jaśnieć i mamić...
Odrobina borówkowych dam dworu, puchowy jogurt i, specjalnie dla łasuchów, łyżeczka tegorocznego, rzepakowego miodu.
Morelowo mi, tego lata.


Komentarze

  1. U nas morele w tym roku niestety cierpia na brak slonca, wiec sa bardziej kwaskow i mniej slodkie niz zwykle... Ale tak jak i Ty uwielbiam ich sloneczny kolor i wspaniala, delikatna ijedwabista wrecz strukture miazszu. Szkoda, ze lato nie trwa dluzej :/
    Pozdrawiam serdezcnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas tego lata na brak słońca nie narzeka chyba nikt. Niektórzy najwyżej na jego nadmiar, w myśl zasady, że na coś trzeba ponarzekać ;)
    Ja dzisiaj do pracy znów zabrałam morele.
    Pozdrawiam również.

    OdpowiedzUsuń
  3. Morele to smak mojego dzieciństwa-uwielbiam te owoce...

    OdpowiedzUsuń
  4. Morele kuszą niesamowicie, i ten piękny ich kolor;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. morele to jedne z moich ulubionych owoców :) kuszą, oj kuszą na tych Twoich zdjęciach :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tort - "tylko bez lukru plastycznego, mamo"

Jak co roku w kwietniu przyszło mi zmierzyć się z tortem urodzinowym dla jednej z dwóch księżniczek ;) W tym roku poprzeczka zawędrowała wysoko. Tak jak w tytule, miało być bez lukru plastycznego, bo "tego nie da się zjeść takie jest słodkie". Wskazówki w rodzaju "taki zwykły tort mamo" były bardzo, no ale to bardzo pomocne. Kiedy jeszcze ostatniego dnia, dosłownie za pięć dwunasta, dziecina zaczęła pękać, że może jednak "tak tylko trochę tego lukru, na samym środku, żeby można było zdjąć", pomyślałam sobie - nie może on być, tort ten, taki znów zwykły. Bo niby jak to, u mnie zwykły tort??? Że się dziecko nie zachwyci? nie będzie łał? Całe piątkowe popołudnie, nie mówiąc o pokaźnej części soboty, spędziłam buszując w internetowych otchłaniach. Głowę napakowałam koncepcjami. Zaczerpnęłam inspiracji. Później i tak zrobiłam mniej lub bardziej po swojemu. Tort klasyczny - zwykły ;) ale nieco udekorowany zachwyt był a przy okazji wypróbowałam kilka ...

Mille feuille, po grecku.

Szaleństwa ciąg dalszy. Świeże truskawki wpisały się już na stałe w krajobraz mojej kuchni. Po prostu czekają sobie na blacie. Umyte, na sitku. I uśmiechają się. Wystarczy sięgnąć, co też czynię za każdym razem, kiedy znajdę się w okolicy. Jednocześnie systematycznie nachodzi mnie chętka, żeby coś z nimi zrobić. Biszkopt z truskawkami i galaretką, truskawki z jogurtem greckim, omlet z truskawkami... Nieubłaganie nadchodzi też czas drożdżowego ciasta z truskawkami   :). Na razie jednak rzuciłam mężowi w przelocie: A może tak mille feuille? I od tej chwili nie było odwrotu. Bo to jest taki NASZ deser. Oryginał dostępny w warszawskiej restauracji Santorini. Chrupiące płaty ciasta filo i leciutki krem z mascarpone, do tego oczywiście truskawki. Moja wersja to trochę taka pogoń za niedoścignionym. To ciastko towarzyszyło bardzo przyjemnym chwilom w moim życiu. Utrwaliło się w pamięci jako ideał. Można co najwyżej do niego dążyć. Dokładnie tak samo jest ze wspomnien...

Weekendowa Piekarnia #62 - zaproszenie

Z wielką przyjemnością zapraszam Was do kolejnego wydania Weekendowej Piekarni. Już na początku bardzo dziękuję Margot , która zgodziła się powierzyć gospodarzenie komuś z tak małym doświadczeniem blogowym. Postaram się sprostać zadaniu. Ze względu na działającą równolegle pełną parą WP po godzinach (do której mam zamiar wreszcie dołączyć, choć ciągle coś , no ciągle coś mi przeszkadza) Margot sugerowała wybranie jednego przepisu. Z tym miałam jednak wielki kłopot. Zupełnie nie mogłam się zdecydować. Przepisy, które wybrałam już dość dawno są diametralnie różne. Zadowolą i tych co lubią sobie poszaleć na drożdżowo i tych zaprzyjaźnionych z zakwasem. Poza tym tak je lubię, że dokonanie drastycznego cięcia nie wchodziło po prostu w grę. Wybierzcie więc Wy. Pierwszy chleb wypatrzyłam dawno temu na blogu  Liski . Zaintrygował mnie bardzo.Upiekłam i przyznaję, że takiego smaku nie spotkałam nigdy wcześniej. Lekko słodkawy, a jednocześnie koperkowy. Dodatkowo przyjemnie wilgotny dzi...