Przejdź do głównej zawartości

Letnia łąka - tort malowany farbami


Słońce, słońce i jeszcze raz słońce.
Wlewa się przez okna, praży i roztapia.
Schowana przednim za opuszczonymi roletami nie miałam specjalnej ochoty na gotowanie, zadowalałam się owocami, warzywami, hummusem, czasem jakimś makaronem, ale to wieczorem, wtedy kiedy złota kula, zmęczona wielogodzinną inwigilacją, udawała się na zasłużony odpoczynek.

Zrobienie w taką pogodę tortu wymagało dużego samozaparcia.
A już ozdobienie go i utrzymanie w jako takim stanie aż do nadejścia gości było nie lada sztuką.

Chciałam nie bawić się zbyt długo w wycinanie, lepienie figurek czy innych skomplikowanych przestrzennych ozdób.
Z drugiej strony ciągle jeszcze mam potrzebę żeby się sprawdzić, zrobić coś zupełnie nowego, czego wcześniej nigdy nie próbowałam. Najlepiej mi się chyba pracuje na adrenalinie: wyjdzie? nie wyjdzie?


Zdecydowałam się na farby spożywcze i powrót do tego co kiedyś kochałam. Machanie od niechcenia pędzelkiem i tym razem okazało się być relaksującym zajęciem. Najmilszym etapem całych tortowych przygotowań.
Motyw letniej, ukwieconej łąki idealnie wpasował się w klimat tego niezwykłego przecież sierpnia.
Dodatkowo, a może przede wszystkim spodobał się też Zuzi, która tego roku wyjątkowo upodobała sobie brykanie po wszelkich łąkach i łowienie motyli.



Do malowania po tortach farbami na pewno jeszcze wrócę.

Komentarze

  1. Jakich farb używasz? Ślicznie kryją fondant. Zapraszam takze na moją stronę www.facebook.com/ciasta.torty.stavanger :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale wypasione :D Musi być pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Weekendowa Piekarnia #62 - zaproszenie

Z wielką przyjemnością zapraszam Was do kolejnego wydania Weekendowej Piekarni. Już na początku bardzo dziękuję Margot , która zgodziła się powierzyć gospodarzenie komuś z tak małym doświadczeniem blogowym. Postaram się sprostać zadaniu. Ze względu na działającą równolegle pełną parą WP po godzinach (do której mam zamiar wreszcie dołączyć, choć ciągle coś , no ciągle coś mi przeszkadza) Margot sugerowała wybranie jednego przepisu. Z tym miałam jednak wielki kłopot. Zupełnie nie mogłam się zdecydować. Przepisy, które wybrałam już dość dawno są diametralnie różne. Zadowolą i tych co lubią sobie poszaleć na drożdżowo i tych zaprzyjaźnionych z zakwasem. Poza tym tak je lubię, że dokonanie drastycznego cięcia nie wchodziło po prostu w grę. Wybierzcie więc Wy. Pierwszy chleb wypatrzyłam dawno temu na blogu  Liski . Zaintrygował mnie bardzo.Upiekłam i przyznaję, że takiego smaku nie spotkałam nigdy wcześniej. Lekko słodkawy, a jednocześnie koperkowy. Dodatkowo przyjemnie wilgotny dzi...

Tort - "tylko bez lukru plastycznego, mamo"

Jak co roku w kwietniu przyszło mi zmierzyć się z tortem urodzinowym dla jednej z dwóch księżniczek ;) W tym roku poprzeczka zawędrowała wysoko. Tak jak w tytule, miało być bez lukru plastycznego, bo "tego nie da się zjeść takie jest słodkie". Wskazówki w rodzaju "taki zwykły tort mamo" były bardzo, no ale to bardzo pomocne. Kiedy jeszcze ostatniego dnia, dosłownie za pięć dwunasta, dziecina zaczęła pękać, że może jednak "tak tylko trochę tego lukru, na samym środku, żeby można było zdjąć", pomyślałam sobie - nie może on być, tort ten, taki znów zwykły. Bo niby jak to, u mnie zwykły tort??? Że się dziecko nie zachwyci? nie będzie łał? Całe piątkowe popołudnie, nie mówiąc o pokaźnej części soboty, spędziłam buszując w internetowych otchłaniach. Głowę napakowałam koncepcjami. Zaczerpnęłam inspiracji. Później i tak zrobiłam mniej lub bardziej po swojemu. Tort klasyczny - zwykły ;) ale nieco udekorowany zachwyt był a przy okazji wypróbowałam kilka ...

Ostatni odcinek piernikowej opowieści:)

Za oknem piękne słońce, mroźnie skrzą się zaspy. Skrzydlaci goście jakby bardziej puszyści i nastroszeni. W domu jasno i ciepło. Jeszcze tylko żeby nikt nie kichał i nie kasłał. Trzymam kciuki za domowych chorujących, gotuję im rosół i donoszę herbatki. Jeszcze po cichu marzę o realizacji niektórych aromatycznych i słodkich planów. Zakupiłam furę bakalii. Może zdążę coś jeszcze upiec. A może nie. Przecież "choinka potrzebuje pięknego brokatowego łańcucha". I to jest znacznie ważniejsze. I to, że Petson z Findusem zrobili najdziwniejszą pod słońcem choinkę klik . I śnieżynkowe wycinanki na kuchennym oknie, jak co roku :))) Zdjęcia pierników robiłam w ponure wtorkowe popołudnie, kiedy słońce spało gdzieś wysoko, opatulone w szare piernaty. Za to ja pochylona nad kuchennym parapetem, najjaśniejszym miejscem w całym domu, przegrywałam walkę z odchodzącym dniem. Poddałam się, kiedy zapaliły się przed moim...