Przejdź do głównej zawartości

Weekendowa piekarnia #62 - odsłony drugiej ... brak :)

WeekendowaPiekarnia


Chleb z ricottą upiekłam już w piątek. Nie wyszedł do końca taki jak miał wyjść. Nie pasował do niego przydomek aksamitny;). Polska ricotta to jednak nie to samo co włoska, owszem też nie była kwaśna, ale to koniec podobieństw. Struktura wcale nie kremowa tylko zbita i grudkowata.
Moje wspomnienia o tym chlebie w jego właściwej postaci odżyły jak obejrzałam zdjęcia u Margot. Jak ktoś chce obejrzeć ideał, to zapraszam właśnie tam :).
W smaku był jednak niczego sobie. Ja za to wyjechałam na weekend. I zostawiłam chleb na pastwę. W sumie mogłam przypuszczać, że prośba "Mamusiu pycha, upiecz go jeszcze raz" oznacza docelowo brak obiektu do sfotografowania. Tak też było. Przywitały mnie okruszki, zamiast chleba.
Był jednak tak dobry, że na pewno do niego wrócę, a i zdjęcia wstawię, może ...;)

Komentarze

  1. Lu , no , nie wiem co napisać tyle tu pochwał mojego chleba przeczytałam u ciebie****
    Wiesz , twój na pewno nie był zły w wyglądzie , ja już tam swoje wiem , ale wiesz ?Ten nowy co upieczesz będzie piękny ,a za długie czekanie ( na zdjęcia) będzie pyszne śniadanie tzn chleb aksamitny koperkowy **** ja poczekam

    OdpowiedzUsuń
  2. Margot, ale mi się buzia uśmiechnęła :)))))))))))))
    Upiekę, upiekę na pewno, chociażby dlatego, że moja latorośl się domaga.
    Pozdrawiam, a komplementy jak najbardziej zasłużone :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lu, ja z kolei upiekłam ten koperkowy, bardzo nam smakował i dziękuje za tą świetną propozycję. POzdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kuchasiu wiem, wiem, widziałam. Cieszę się że smakował.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tort - "tylko bez lukru plastycznego, mamo"

Jak co roku w kwietniu przyszło mi zmierzyć się z tortem urodzinowym dla jednej z dwóch księżniczek ;) W tym roku poprzeczka zawędrowała wysoko. Tak jak w tytule, miało być bez lukru plastycznego, bo "tego nie da się zjeść takie jest słodkie". Wskazówki w rodzaju "taki zwykły tort mamo" były bardzo, no ale to bardzo pomocne. Kiedy jeszcze ostatniego dnia, dosłownie za pięć dwunasta, dziecina zaczęła pękać, że może jednak "tak tylko trochę tego lukru, na samym środku, żeby można było zdjąć", pomyślałam sobie - nie może on być, tort ten, taki znów zwykły. Bo niby jak to, u mnie zwykły tort??? Że się dziecko nie zachwyci? nie będzie łał? Całe piątkowe popołudnie, nie mówiąc o pokaźnej części soboty, spędziłam buszując w internetowych otchłaniach. Głowę napakowałam koncepcjami. Zaczerpnęłam inspiracji. Później i tak zrobiłam mniej lub bardziej po swojemu. Tort klasyczny - zwykły ;) ale nieco udekorowany zachwyt był a przy okazji wypróbowałam kilka ...

Mille feuille, po grecku.

Szaleństwa ciąg dalszy. Świeże truskawki wpisały się już na stałe w krajobraz mojej kuchni. Po prostu czekają sobie na blacie. Umyte, na sitku. I uśmiechają się. Wystarczy sięgnąć, co też czynię za każdym razem, kiedy znajdę się w okolicy. Jednocześnie systematycznie nachodzi mnie chętka, żeby coś z nimi zrobić. Biszkopt z truskawkami i galaretką, truskawki z jogurtem greckim, omlet z truskawkami... Nieubłaganie nadchodzi też czas drożdżowego ciasta z truskawkami   :). Na razie jednak rzuciłam mężowi w przelocie: A może tak mille feuille? I od tej chwili nie było odwrotu. Bo to jest taki NASZ deser. Oryginał dostępny w warszawskiej restauracji Santorini. Chrupiące płaty ciasta filo i leciutki krem z mascarpone, do tego oczywiście truskawki. Moja wersja to trochę taka pogoń za niedoścignionym. To ciastko towarzyszyło bardzo przyjemnym chwilom w moim życiu. Utrwaliło się w pamięci jako ideał. Można co najwyżej do niego dążyć. Dokładnie tak samo jest ze wspomnien...

Weekendowa Piekarnia #62 - zaproszenie

Z wielką przyjemnością zapraszam Was do kolejnego wydania Weekendowej Piekarni. Już na początku bardzo dziękuję Margot , która zgodziła się powierzyć gospodarzenie komuś z tak małym doświadczeniem blogowym. Postaram się sprostać zadaniu. Ze względu na działającą równolegle pełną parą WP po godzinach (do której mam zamiar wreszcie dołączyć, choć ciągle coś , no ciągle coś mi przeszkadza) Margot sugerowała wybranie jednego przepisu. Z tym miałam jednak wielki kłopot. Zupełnie nie mogłam się zdecydować. Przepisy, które wybrałam już dość dawno są diametralnie różne. Zadowolą i tych co lubią sobie poszaleć na drożdżowo i tych zaprzyjaźnionych z zakwasem. Poza tym tak je lubię, że dokonanie drastycznego cięcia nie wchodziło po prostu w grę. Wybierzcie więc Wy. Pierwszy chleb wypatrzyłam dawno temu na blogu  Liski . Zaintrygował mnie bardzo.Upiekłam i przyznaję, że takiego smaku nie spotkałam nigdy wcześniej. Lekko słodkawy, a jednocześnie koperkowy. Dodatkowo przyjemnie wilgotny dzi...