Wiem jaki jest mój przepis na udane wakacje. Morze, morze i jeszcze raz morze. No niech będzie, że jeszcze odrobina piasku, trochę wiatru, ten słonawy zapach powietrza. Nieważna jest za to pogoda (zazwyczaj, bo ulewne ekstrema są jednak trochę męczące;)). Nawet czasem lepiej w kurtce i kapturze, niż na kocu, bo i pusto i wietrzniej i bardziej malowniczo. Ledwo wyjechałam i już wiem, że za rok na pewno tam wrócę. Znów już w kwietniu zacznę myśleć, w maju czekać, w czerwcu będę przytupywać z niecierpliwością, a w lipcu przez całe dwa tygodnie będę szczęśliwa w swoim miejscu na ziemi A jaki jest przepis na udane, mimo, że miejskie, letnie popołudnie? Najlepiej w towarzystwie pełnego brzucha i błogości na twarzy? Nic prostszego :) Wystarczy odrobina dobrych chęci, wizyta na ulubionym bazarku, gdzie piętrzą się uśmiechnięte warzywa, owoce i ... grzyby :) w tym żółtopomarańczowe kurki czyli pieprznik jadalny, bo właśnie o nich w tytule mowa :) Należy przynieść do do...
... krętą ścieżką śladami smaków, zapachów, wrażeń, wspomnień, choćby mgnień... bo warto je zatrzymać