6 sie 2014

Morelowe miraże


Znalazłam.
Chyba, bo niczego nie można być pewnym;)
Chociaż ta miłość trwa już kolejne lato.

Mój najjjjj...
Bo to jest przecież sam optymizm i uśmiech.
Kolor, jak przez zamknięte oczy skierowane w słońce.
Miękkość puchowej poduszki,
w dodatku pokrytej aksamitem.
Gdzieniegdzie zawadiackie piegi, niczym na opalonym nosie :)


I ten szelest, przy rozrywaniu owocu rękami,
i te drobinki miąższu, mieniące się w słońcu,
zapraszające do zatopienia się,
w smaku,
w cieple,
w kwintesencji lata.


Najlepiej jeszcze prosto z torby, a kiedy już się nasycę...
może jakiś kontrapunkt, pozwalający tym bardziej jaśnieć i mamić...
Odrobina borówkowych dam dworu, puchowy jogurt i, specjalnie dla łasuchów, łyżeczka tegorocznego, rzepakowego miodu.
Morelowo mi, tego lata.