17 paź 2011

Gdy chłód różowi policzki, czyli jesiennych nastrojów cz. 2


Krajobraz za oknem powoli się zmienia.

Płowieje.

Nasycone wcześniej barwy łagodnieją, coraz więcej w nich brązu, beżu i wszelkiego rodzaju szarości.


Niby jeszcze gdzieniegdzie zielono, niby wciąż w krzaczorach znajdujemy ostatnie jeżyny.
Smaczne, że hej, taki skoncentrowany smak minionego lata.


Tylko, że jest jakoś inaczej.
Wiatr smaga policzki.
Coraz częściej wylegiwanie się w słońcu zastępuje energiczny marsz.
Ciemne okulary spoczęły w szufladzie.
Zamiast nich pojawiły się ogrzewacze, szalik i rękawiczki.
I kurtka już jakby cieplejsza, najchętniej na polarze.
Jedno się nie zmieniło.
Ochota na przygodę, na wyjście z domu, póki jeszcze się da.
Chęć, by łapać ostatnie ciepłe promienie, a kiedy ich brak, ogrzać zmarznięte ręce przy ognisku.

Banalne to, ale ogień ma magiczną moc przyciągania.
Można się zapatrzeć na długie minuty, pewnie nawet godziny, gdyby nie chłód skradający się za plecami.


Kiedy byłam dzieckiem, wyobrażałam sobie, że żarzące się drewno to stosy klejnotów, mieniące się i mamiące nieodpartym urokiem.
Warto sobie czasem tak po prostu, zatrzymać się na chwilę, popatrzeć na ogień, powspominać.
Przyznaję, upiekłam też kiełbaskę, schrupałam grzankę z chleba.
Nawdychałam się dymu i usmarowałam ręce popiołem.


A po powrocie?
Koniecznie kubek gorącej, karmelowej herbaty i owsiane ciastko.
Baaardzo chrrrrupiące.
Na pewno nie jedno :)))


Chrupiące owsiane ciasteczka
przepis z blogu Moje wypieki
cytuję dosłownie, bo i przepis doskonały

Składniki na około 35 ciastek:

200 g miękkiego masła 
1 szklanka drobnego cukru do wypieków (dodałam 3/4 szklanki) 
1/4 szklanki ciemnego brązowego cukru 
1 duże jajko 
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 
1 szklanka mąki pszennej 
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia 
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej 
szczypta soli 
2,5 szklanki płatków owsianych (najlepiej górskich)

Masło utrzeć (zmiksować) na puch, pod koniec wsypując biały cukier i dalej miksując. Dodać cukier brązowy i zmiksować. Dodać jajko i zmiksować. Wsypać pozostałe składniki na jeden raz i zmiksować.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego (lub większe, wedle uznania), spłaszczyć je łyżką. Układać na blaszce z sporych odstępach. Piec w temperaturze 180ºC przez około 15 - 17 minut do lekkiego zbrązowienia. Chwilę odczekać przed zdjęciem z blachy, potem studzić na kratce.

Bardzo rosną na boki, trzeba luźno układać je na blasze. 
Smakują za to ...
Co ja będę gadać, trzeba samemu spróbować.
Co jest tak proste jak sam przepis :)


11 paź 2011

Jesienna zmienność nastroju cz.1


Jesienią właśnie tak to jest, że nudzić się nie sposób.
Pełna zmienność.
Raz płowość, szarość, z domieszką rdzy, podlana wodą, czasem pokropiona.
Dzisiaj na przekór temu co za oknem nie o tym.
Dzisiaj o tym, że innym znów razem złote refleksy, szelest pod stopami i prawdziwy barwny festyn.
Bo tak to jest, że kiedy zaświeci słońce, powieje ciepłem, wyciągam lżejszy sweter (teraz to już bardziej płaszcz), odkopuję ciemne okulary (albo i nie i wtedy marszczę nos) i biegnę łapać ostatnie nitki babiego lata.


Nad rzeką piaszczyste przestrzenie.
W gąszczu zarośli świeci ostatni żółty kwiatek. Odszukuję w chaszczach niesamowicie słodkie jeżyny.



W parku na zmianę wącham resztki późnych kwiatów i zbieram kolorowe liście.



W domu otwieram szeroko okna i zabieram na balkon kubek kawy.
Albo tylko uchylam i obserwuję przepływające po niebie balony. No dobrze, zdarzyło się raz, ale też się liczy, prawda?


W kuchni też trzymam się w takie dni letnich smaków. I kolorów. A co się do tego lepiej nadaje, niż cukinia?
Świeży, delikatny smak, nasycona, optymistyczna zieleń. I mnóstwo, mnóstwo możliwości. Cóż, nadal ją kocham :)
Dzisiaj w ekspresowej poprzedszkolnej odsłonie, kiedy trzeba dość szybko wyczarować coś z (no prawie) niczego:)

Rozgrzewam piekarnik, w tym czasie kroje cukinię (albo i dwie) na cienkie i długie plastry.
Obsmażam je po kolei na patelni grillowej. Potem mieszam w misce z posiekanym drobno ząbkiem czosnku.
Ciasto francuskie rozwijam na blasze, robię mały rant i podpiekam przez kilka minut.
W tym czasie ono się podstępnie straszliwie napusza, ale pacyfikuję je bez litości widelcem.
Na tarce o grubych oczkach ścieram śmietankowy ser koryciński.

Drapuję to wszystko na cieście, posypuję solą i pieprzem.
Zapiekam.
Do zrumienienia ciasta i roztopienia sera.
I już.

Potem tylko jeszcze bardzo się spieszę, żeby zatrzymać chwilę.
Nie łatwo, oj nie łatwo.
Te dwie fotografie dzieli tylko moment :)