25 cze 2011

Letnie warzywa - risotto.

 
Weekend.
A jeśli weekend to duuużo czasu.
Tym razem raczej do zagospodarowania w domu, bo pogoda dzisiaj naprawdę w kratkę. Silne słońce przeplata się z sinoczarnymi chmurami, deszczem i wiatrem.
Nawet rodzinna wyprawa po warzywa odbyła się w towarzystwie deszczowych chmur i pospiesznego wyciągania kurtek z plecaka :)
Taka pogoda to wymarzone okoliczności dla odkurzenia rondli i rzucenia się w wir kuchennych eksperymentów.

Moje weekendowe obiady, szczególnie w lato, są raczej lekkie. Staram się aby były oparte przede wszystkim na warzywach.
Ostatnio o to nietrudno, każda wizyta przy osiedlowym straganie kończy się dla mnie tak samo.
Zupełnie nie wiem na co się zdecydować.
Jeżeli jeszcze do tego mam towarzystwo, to spełnienie licznych zachcianek tylko pogarsza sprawę.
W rezultacie zazwyczaj ląduję w domu z pełnymi torbami i potem mam dylematy repertuarowe ;)

Dziś problemu z decyzją nie miałam. Wyręczył mnie mąż, rzucając w przelocie "A może risotto?"
Jasne, że risotto, lekkie, letnie i chrupiące



Risotto z młodymi warzywami

Składniki:
400g ryżu do risotto (np arborio)
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
2 łyżki masła
1 szklanka dobrego białego wytrawnego wina
ok. 1 litr bulionu (drobiowy, mieszany lub jeśli ktoś woli warzywny)
100g startego parmezanu (u mnie to zawsze jest ser Grana Padano)
1 młoda cukinia
1 duża lub 2 mniejszemarchewki
2 garście bobu
1 łyżka masła
sól
świeżo mielony czarny pieprz

Bób obgotować krótko (ok. 5 min.), obrać z łupinek. Tak samo krótko obgotować marchewkę (można pominąć, jeśli ktoś lubi bardzo chrupiącą). Cebulę pokroić w kostkę, czosnek drobniutko posiekać. Na patelni rozpuścić masło. Dodać cebulę, smażyć aż do momentu, kiedy będzie przejrzysta. Dodać czosnek, smażyć jeszcze chwilę. Dosypać do patelni ryż i intensywnie mieszając, pokryć każde ziarenko ryżu masłem. Wlać na patelnię wino i mieszać, aż odparuje. Następnie dodawać do patelni po łyżce wazowej bulionu, za każdym razem mieszając, aż wchłonie go ryż. Na oddzielnej patelni rozgrzać masło. Obsmażyć na złoto pokrojoną w półkrążki cukinię (razem ze skórką), dodać pokrojoną w plasterki marchewkę i bób, smażyć jeszcze przez chwilę, lekko posolić.
Po 15 - 20 minutach, zależy od tego jaki kto woli ryż (u mnie potrawa była też dla dzieci, więc mieszałam i podlewałam bulionem nieco dłużej) risotto powinno być prawie gotowe. Dosypać do ryżu ser, wymieszać i dodać uduszone warzywa (powinny być nadal chrupiące).
Wszystko doprawić do smaku świeżo mielonym pieprzem.
Podawać niezwłocznie, bo risotto koniecznie trzeba smakować świeże.
Jest wtedy niezrównane.

24 cze 2011

Zdrowe ciasto truskawkowe

Czerwcowe niebo.
Niesamowicie dynamiczne, wyostrzone, pełne kontrastów.
Czasem optymistyczne i świetliste, czasem mroczne i tajemnicze.
A ja zadzieram głowę, mrużę oczy i patrze, patrzę.
No dobrze, czasami też pstrykam, to fakt.



Kiedy tylko można ruszamy w plener.
Rowery (te dziecięce), spacery, świerszcze, pszczoły, bukiety, kwiaty.
Duuużo kwiatów, duuużo zdjęć.
Ostatnio nawet pokazywałam komuś swoje zdjęcia i usłyszałam "No tak, bo Ty to taka kwiatowa jesteś"
Nie wiem czy to dobrze?


Mało mam czasu i ochoty też, na siedzenie w kuchni.
Dobrze, że czasami przychodzą goście. Wtedy mam motywację, szukam, sprawdzam i robię ... najczęściej coś nowego.
Było to tak.
Przeczytałam bardzo inspirujący wpis.
Zadumałam sie przez chwilę ;).
Okazało się, że ja na temat zakalca w ciastach ucieranych wiem nie za wiele.
Bo przecież nie zbyt często tego typu ciasta robię.
W sezonie piernikowo-marchewkowym to owszem, zdarza mi się ale teraz latem niekoniecznie.
Owocowe i drożdżowe - o tak. Ale nie wszyscy lubią, więc potem dla równowagi coś na kruchym cieście, a zaraz potem coś biszkoptowego z bitą śmietaną. No i znów drożdżowe, bo przecież dawno nie było :)))

Zabrałam się więc za pieczenie, urozmaicając co nieco. Bo nie byłabym sobą nie zmieniwszy niczego.
No i okazało się, że ciasto wyszło rewelacyjne. Pięknie pachniało. Miało bardzo puszystą choć wilgotną strukturę, bardzo udany eksperyment
I dodatkowo świetnie się je coś, co jest zdrowe i pełnoziarniste.
Wszystkim niesamowicie smakowało, wyszło więc na to że zdecydowanie za rzadko piekę tego typu ciasta.



Pełnoziarniste ciasto truskawkowe
na podstawie tego i tego przepisu

Składniki:

150 g masła w temperaturze pokojowej
szczypta soli
120 g cukru (biały lub drobny trzcinowy)
4 jajka
ok. 100g jogurtu naturalnego
150g mąki pszennej pełnoziarnistej Lubelli
80 g mąki pszennej razowej typ 2000
50g mielonych migdałów
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka esencji waniliowej
ok. 1/2 kg truskawek (raczej mniejszych, większe przekrojone na pół)
100g płatków migdałów 

Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 170-175 stopni.
Masło utrzeć mikserem na puszystą masę. Dodać szczyptę soli, cukier i dalej ucierać. Wbijać kolejno jajka, miksując po każdym dodaniu. Na koniec dodać mąkę, cynamon, proszek do pieczenia, esencję waniliową i mleko i wszystko dokładnie wymieszać.
Okrągłą tortownicę o średnicy 30 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
Przełożyć ciasto do tortownicy, wierzch posypać równomiernie mielonymi migdałami. Na całości rozłożyć równo truskawki, po wierzchu posypać płatkami migdałowymi.
Piec przez około 50 minut, aż wbity w ciasto patyczek będzie po wyjęciu suchy. Ostudzić dobrze przed krojeniem. Można posypać cukrem pudrem ale ja tego nie robiłam.

Przepyszne lekkie, lekko chrupiące ciasto. W dodatku bez śladu zakalca. To między innymi dzięki radom Bei.
Smacznego.

20 cze 2011

Czerwień maków i ... suszone pomidory



Dostałam niedawno tajemniczą paczuszkę. W środku suszone pomidory bardzo dobrej jakości.
A suszone pomidory to ja jak w tytule, uwielbiam.
Dorzucam je to tu, to tam i za chwilę okazuje się, że już trzeba kupować nowe (nawiasem mówiąc już nie trzeba, dostałam właśnie kolejny pojemniczek, taką jakby dokładkę).

Drugim pomidorowym skrytozjadaczem jest moja młodsza córka.
Nie wolno zostawić bez kontroli kopczyka pokrojonych w paseczki pomidorów, czekających na wrzucenie na patelnię.
Kopczyk bowiem w zastraszającym tempie znika.
Przekonałam się o tym po raz kolejny w ferworze przygotowań obiadowych, w ubiegły weekend.

Proste potrawy, z kilku składników to jest to.
Szczególnie wtedy, kiedy te składniki  idealnie do siebie pasują
Czasami zestawienie jest tak trafione, że nie potrzeba już nic innego, żadnych udziwnień, dodatków.
Jak Wam brzmi połączenie suszonych pomidorów z czosnkiem, bazylią winem i śmietanką?
No właśnie :).
Nic zatem dziwnego, że skusiłam się na wypróbowanie wielokrotnie sprawdzonego i niezawodnego przepisu Bajaderki z Mniammniam.pl, na piersi kurczaka w zestawieniu z właśnie takimi dodatkami.
Tym bardziej, że okoliczności sprzyjały, bo podejmowałam gości.
Potrawa okazała się nieskomplikowana, trafiona w dziesiątkę.
Smakowała wszystkim, nawet tym najmłodszym.
Jedyna tajemnica i trudność polega na tym, że trzeba to wszystko przygotować bezpośrednio przed podaniem. W praktyce oznacza to gotowanie przy gościach, którzy właśnie zjedli zupę i mają czas na swobodne pogaduszki i nabranie apetytu na ciąg dalszy.

Piersi z kurczaka w sosie z suszonych pomidorów 

składniki:
4 filety z piersi kurczaka
1-2 łyżki oliwy z oliwek (można użyć tej z pomidorów suszonych)
5-6 ząbków czosnku, pokrojonego w cieniutkie paseczki
1 szklanka białego wytrawnego wina
2/3 szklanki śmietanki kremówki
1/2 szklanki suszonych pomidorów w oliwie, cieniutko pokrojonych
 garść, albo dwie świeżej bazylii, pokrojonej w paseczki


Piersi kurczaka umyć, dobrze osuszyć, lekko osolić i popieprzyć. Rozgrzać oliwę na sporej patelni i obsmażyć na rumiano z obu stron. Dodać czosnek i jeszcze chwilkę smażyć, uważając, aby czosnek się nie przyrumienił za mocno.
Dodać wino, śmietankę i pokrojone pomidory - zagotować. Przykryć patelnię, zmniejszyć ogień i dusić chwilę, około 5 - 7 minut. 
Mięso wyjąć na ogrzany talerz, zwiększyć ogień pod patelnią, dodać bazylię do sosu i chwilę gotować aż sos zgęstnieje, około 2-4 minut (ja lekko zagęściłam sos maizeną, bo był pyszny i nie chciałam czekać). Przyprawić sos do smaku solą i pieprzem, polać filety i podawać.
U mnie potrawa wystąpiła w połączeniu z bulgurem i zieloną sałatą. Było przepysznie.
Po raz kolejny dziękuję Bajaderko :)

A na deser makowe piękności :)


18 cze 2011

Czerwcowy zawrót głowy

Wystarczą japonki i już, można wychodzić.
No dobrze, czasem bluza, ale tylko czasem.
Czyż to nie piękne? Już samo to.
A przecież jeszcze dodatkowo tuż za progiem feeria doznań.
Zewsząd zieloność, nasycona, intensywna, rozbuchana.
Słoneczne trawniki pokryte piegami stokrotek.
Nieskoszone łąki falujące aż po horyzont.
Liście szumiące, obiecujące nie tak odległe już nadmorskie wakacje.
Na skraju pól połyskujące jedwabiście płatki maków, poddające się najlżejszym podmuchom.
W ogródkach zaczepne wąsy pachnącego groszku. Czasem delikatny, czasem bardzo intensywny aromat otaczający królowe kwiatów.


Odurzone tym nadmiarem pszczoły i bąki wydają się pławić w upojeniu.
A ponad tym wszystkim błękit zmieszany z bitą śmietaną :)

Wstęp do lata, barwny, aromatyczny, energetyczny.
Taki do chwytania garściami i ładowania wewnętrznych akumulatorów.

A na śniadanie?
Przecież nie może być inaczej skoro sezon w pełni.



Energetyczny koktajl truskawkowy

2 duże garście odszypułkowanych truskawek
2 małe banany
250 ml mleka kokosowego
kilka kostek lodu

Lód skruszyć w kruszarce, zmiksować z owocami na gładką masę. Dodać mleko i jeszcze chwilę miksować.

Jeśli ktoś nie lubi smaku kokosa, można zrobić koktajl tylko z truskawek i bananów, też jest pyszny, tylko trochę lżejszy. Ja bardzo lubię mleko kokosowe w połączeniu z owocami.
Smacznego.

13 cze 2011

Baletnica


Były prezenty, byli goście, było mnóstwo radości i był ... tort.
Zamówiony, z tancerką, koniecznie z szeroką spódnicą i koczkiem :)
Było lekkie zdziwienie:
"Ale ja myślałam, że ona będzie tańczyć na torcie mamusiu"
I moje:
"...po prostu się trochę zmęczyła i usiadła "


Uściski i całusy i uśmiechnięta od ucha do ucha buzia, rozjaśniona wewnętrznym światłem.
Szczery entuzjazm i szczęście pięciolatki.


Sto lat, moja maleńka, duża dziewczynko :)

1 cze 2011

Wyprawa w nieznane.


Góry, lub jak mawia ktoś najmłodszy w stadzie "góly".
Pięknie, soczyście, przestrzeń.

Tylko zaraz po przyjeździe okazało się, że:
"Dlaczego takie góry tylko z lasem, a nie kamienne mamo???"
No i skończyło się na tym, że następnego dnia, pod wpływem impulsu, pojechaliśmy w te kamienne, prawdziwe góry :)


Dla nas powrót, dla dziewczynek całkowicie nowe i niesamowite doświadczenie.


"A dlaczego nie poszliśmy do nich (tych gór) tam potańczyć na górze i pozjeżdżać w śniegu?"
- powiedział ktoś komu w nieskończoność dłużył się jeden jedyny kilometr do Morskiego Oka, pokonany na własnych nogach.


Obowiązkowa szarlotka w schronisku była rewelacyjna, pyszna, lepsza nawet niż kiedyś.
Za to herbata od zawsze w takiej samej szklance :)


Orzechówki w dobrej formie, chętnie pozowały do zdjęć (co prawda takich mocno przybliżonych ale zawsze)


Po tej szalonej, jednodniowej wyprawie, która nie wiem komu była bardziej potrzebna, dziewczynkom, czy nam, wróciliśmy w niższe, lesiste Beskidy. Tam już na spokojnie można było oddać się ulubionemu zajęciu - rwaniu mleczy :) i innych łąkowych piękności.


Ja za to zdecydowanie wolę dmuchawce fotografować, najchętniej z bliska.
Jedno podejście do nich z wysokości źdźbła trawy zakończyło się nawet gwałtownym atakiem mrówek.


W sumie to ja przez cały wyjazd nie rozstawałam się z moim nowym aparatem, który nadal bardzo ale to bardzo mnie cieszy :))))