28 sie 2010

Sernik w jagodowe groszki


Wymyśliłam sobie, że upiekę sernik. Wizja była wyraźna. Pachnąca latem.
Jakiś czas pozwalałam pomysłowi dojrzeć.
W momencie, kiedy już wszystko miałam ułożone w głowie okazało się, że nie takie to proste, jak początkowo zakładałam ;).

Od pomysłu do realizacji szłam drogą wyboistą i usianą przeszkodami. Te przeszkody to moje własne, liczne działania utrudniające ;)

Najpierw zjadłam wszystkie borówki.
Bo było gorąco i nie chciało mi się gotować obiadu. (teraz myśl o tym, że było gorąco wydaje mi się mocno odległa, a to zaledwie kilka dni)

Potem zjadłam ser.
Ze świeżym miodem.
Rzepakowym, gęstym, kremowym, płowo-złotym.
To dla mnie jedno z połączeń, którym nie można się oprzeć.
Poza tym jestem twarogowym skrytożercą. Znikam wszelkie białe serki  z łatwością, która mnie samą zdumiewa.

Pomyślałam sobie, że dość tego. Jeden kurs do sklepu rozwiązał moje braki produktowe.
Nie było już wyjścia.
Za to była trema.
Bo ja, jak mam ochotę na ciasto to intuicyjnie najbliżej mi do drożdżowego. A sernik to dla mnie taka wyższa szkoła jazdy. Wymagania mam duże, co do konsystencji, wilgotności. Efekty moich zmagań za to zazwyczaj nie są w stanie tym wymaganiom sprostać.

Ten sernik chyba uznał, że jest dla mnie ważny, bo nadzwyczajnie się udał.
Nie jest z gatunku puszystych i lekkich jak mgiełka. I nie miał taki być. Jest zwarty, wilgotny, przesycony aromatem białej czekolady. Usiany ciemnofioletowymi piegami.


Sernik z borówkami i białą czekoladą

spód:
3 paczki herbatników Petit Beurre
100g masła

masa serowa:
800 g sera twarogowego mielonego (u mnie President)
250 g mascarpone
50g masła
160g cukru (w tym 30g waniliowego)
200g białej czekolady
4 jajka
2 czubate łyżki mąki

borówki - ilość nieznana (2 duże garście?)

Herbatniki pokruszyć i zmiksować z miękkim masłem. Wykleić dno i boki dużej tortownicy (u mnie 30cm). Wstawić spód do lodówki.
W misce zmiksować dokładnie twaróg, mascarpone, cukier i miękkie masło. Dodać cienką strużką rozpuszczoną na parze czekoladę, cały czas miksując. Dodać po jednym jajku, na końcu na najmniejszych obrotach wmiksować dwie łyżki mąki. Masę wylać na spód. Na wierzchu ułożyć borówki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st. Piec godzinę, lub trochę dłużej w zależności od grubości ciasta. Jeśli za szybko się zrumieni można zmniejszyć temperaturę nawet do 150 - 160 st.



Smacznego :)

26 sie 2010

Dojrzałe lato i kurki w śmietanie.

Za nami podróże końca wakacji.
Wioząc dzieci od dziadków, podziwialiśmy pejzaże późnego lata.


Jeszcze niedawno otaczała nas zielona soczystość.
Teraz korony drzew straciły swą świeżość.
Tu i tam zabłąka się szybujący liść.
W krajobraz zaczynają się nieśmiało wkradać plamy żółci, wszelkie odcienie beżu i domieszka brązu.
Na łąkach wypłowiałe wysokie trawy, kwitnące kępy nawłoci, puszyste dojrzałe osty.


Na polach rżyska, niczym ciągnący się po horyzont dywanik fakira.
Na poboczach dróg pośród lasu, rozproszone stoliki z pojemnikami, pełnymi pomarańczowych skarbów. Nie zatrzymujemy się w takich miejscach. Z założenia.
Za to następnego dnia, na bazarku, w koszyku wylądowały piękne, drobne kurki.


Ich los był z góry przesądzony.
Zestawienie tak bardzo atrakcyjne jak kaloryczne. Moim zdaniem nie da się tu wykpić żadnym zamiennikiem. Kurki wymagają masła. Albo jeszcze lepiej masła i śmietany. Przecież nie je się ich co dzień. Czemu wiec nie zaszaleć?


Kurki w śmietanie

25- 30 dkg kurek
1 duża cebula
200g kwaśnej śmietany
2 łyżki masła
sól
pieprz
makaron tagliatelle (albo inny, ale ten moim zdaniem nadaje się najbardziej)

Kurki dokładnie oczyścić i umyć. Zagotować w niewielkiej ilości wody. Odcedzić. Cebulę pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać 1 łyżkę masła. Cebule smażyć do lekkiego zrumienienia. Dodać kurki i pozostałą łyżkę masła. Doprawić solą i pieprzem. Smażyć całość, aż grzyby będą zupełnie odparowane i lekko zrumienione. W zasadzie można już jeść. Z dodatkiem pieczywa najbardziej smakuje mi właśnie taka wersja. Tym razem jednak, jako, że podawałam grzyby z makaronem, dodałam na koniec kwaśną śmietanę i poddusiłam jeszcze chwile dla połączenia smaków.
Smacznego :)

24 sie 2010

Tarta warta grzechu;)


Czy jest jakieś inne warzywo, które rośnie równie szybko jak cukinia?

Jest rozłożysta, ma wielkie jak parasol, dłoniaste liście, wsparte na mięsistych, grubych ogonkach.
Pomiędzy liśćmi, jak grzyby po deszczu pojawiają się kwiaty.
Przepiękne, intensywnie żółte, w dodatku smaczne.
Tuż za każdym kwiatem zaczynają pęcznieć małe zielone paluszki.

I od tego momentu trzeba być czujnym, zwartym i gotowym.

Nie można się nad takim oseskiem ulitować.
Pozwolić mu wyrosnąć jeszcze odrobinę.
Bo to nigdy nie jest odrobinę.
I ani się człowiek obejrzy, jak niemal w ciągu jednej nocy mały zielony paluszek  zmienia się w olbrzymią maczugę, która nadal rośnie i rośnie.
Mój tata się lituje, można powiedzieć, że niemal zawsze. W kuchni zalegają całe stada zielonych olbrzymów.
Przerabiane najczęściej na cukiniowe leczo. Czasem na placki.
W mojej spiżarni też znalazły schronienie 3 sztuki. Kolejne, bo z poprzednich była zupa i ciasto. Jeszcze nie wiem, co z nimi zrobię. Może jakieś kolejne, tym razem czekoladowe ciasto?

Młodą cukinię, taką do zjedzenia wraz ze skórką, muszę kupować sobie w sklepie.
Jędrną, bez pestek, w sam raz do wykorzystania w zaimprowizowanej, pysznej tarcie.



Błyskawiczna tarta cukiniowa

opakowanie chłodzonego ciasta francuskiego
2 małe cukinie
200g wędzonego bekonu (boczku) w plasterkach
2 kulki mozarelli z zalewy
garść bazylii
oliwa
pieprz
odrobina soli

Cukinię pokroić wzdłuż wraz ze skórką na cienkie plastry. Obsmażyć krótko z obu stron na patelni, na bardzo niewielkiej ilości oliwy. Boczek pokroić w paseczki. Posiekać bazylię. Ciasto rozłożyć na blasze. Ułożyć na cieście cukinie, posypać bazylią, paseczkami boczku i pieprzem. Wstawić do nagrzanego do 210 st piekarnika i piec do zezłocenia brzegów tarty. W tym czasie pokroić mozarellę w cienkie plastry. Zrumienioną  tartę wyjąć na chwilę z piekarnika, poukładać szybko plastry sera i chwilę jeszcze zapiekać całość.
Podawać można z winem, koniecznie schłodzonym.


Tytułowy grzech to niestety obżarstwo. Tarta wyszła tak smaczna, że ciężko było przestać ją jeść :)))

20 sie 2010

Cukinia z ziarenkami - pyszna zupa


Są takie dni, kiedy przedpołudnie mija niepostrzeżenie.
Bywa, że z powodu przeciągającego się kilkudaniowego śniadania.
Czasem dlatego, że zapamiętałam się w zabawie z dziećmi.
Innym razem po prostu dlatego, że za długo zwlekałam z decyzją, co by tu dzisiaj. Tak długo, że nie można już było zrobić akcji rozmrażanie.
Wtedy zazwyczaj po krótkiej akcji: AAAaaaaa, co ja zrobię i tym podobne, z pomocą przychodzą mi... ...ziarenka.
Mają tę znakomitą przewagę nad mięsem, że wyciąga się je po prostu z szuflady, nawet po miesiącach zapomnienia. Przycupnięte cichutko czekają na swoją kolej. Lubię ich szelest przy wsypywaniu do garnka z gotującą wodą. Lubie też to, że same smakowo się nie narzucając, stanowią doskonałą bazę dla wszelakich sezonowych połączeń.
Tym razem było to połączenie z cukinią, taką prosto z działki, wyhodowaną przez mojego Tatę. I z soczystą marchewką i porem. Mniam, było pysznie. Aż mam ochotę na powtórkę.


Zupa z czerwonej soczewicy, ciecierzycy i cukinii

1 młoda cukinia
opakowanie czerwonej soczewicy 400g
1 puszka ciecierzycy
2 młode pory
3 marchewki
3 ząbki czosnku
4 dojrzałe, przetarte przez sitko pomidory albo 200 ml przecieru
1 łyżka oliwy
do smaku:
cynamon, kumin, curry, kurkuma, chili, brązowy cukier, sól
zielona pietruszka obowiązkowo

W garnku rozgrzać oliwę, wsypać przyprawy, od razu potem wsypać pokrojone pory, marchewkę, smażyć mieszając. Dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, pokrojoną w kostkę cukinię. Zalać wrzątkiem, zagotować. Wsypać soczewicę i gotować pod przykryciem, aż zmięknie i zagęści zupę. Dodać pomidory, ewentualnie dosolić. Na końcu wsypać odsączoną ciecierzycę i pogotować jeszcze chwilę, aż się smaki połączą.
Podawać obficie posypaną pietruszką.

18 sie 2010

Morele skąpane w słońcu


Owoce z charrrakterem.
Nie wszyscy je lubią, może ze względu na tę charakterystyczną nutę smakową, którą tak trudno opisać.
Omszała skórka, obłędny zapach, szczególnie owoców nagrzanych słońcem.
Piękny kolor, choć przecież nie ma takiego koloru jak morelowy ;), jest od biedy pomarańczowy ale żeby morelowy?

Miałam związaną z morelami wizję.
Przepis krążył po mojej głowie, nie dawał spokoju.
Tylko jak tu zrealizować wizję, skoro morele, tak samo jak kiedyś truskawki,  w tajemniczych okolicznościach dematerializują się przed jakąkolwiek obróbką.
Wpadłam wreszcie na pomysł.
Kupiłam ich podwójną ilość.
Dzięki temu część przetrwała popołudnie, chociaż piętrzący się w misce stosik znikał w zastraszającym tempie.

Za oknem upał wreszcie odpuścił. Poszarzało niebo na horyzoncie. Świerszcze za to niezmiennie jak co dzień muzykowały sobie za szeroko otwartym oknem, a ja wyciągnęłam miskę...



Ciasto kruche z morelami

1 kg moreli
400g mąki krupczatki
85 g mielonych orzechów laskowych
2 garście płatków migdałowych (taka miara musi wystarczyć jako, że zapomniałam zważyć)
2 żółtka
1 jajko
125 g cukru (można dodać więcej, ciasto jest kwaskowe dzięki morelom)
20 g cukru waniliowego
100 g masła
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Suche składniki (oprócz migdałów) wymieszać w misce, na tarce zetrzeć schłodzone masło, wymieszać, tak aby utworzyły się małe grudki. Dodać jajko i żółtka, rozdrobnić, powinno wyjść coś w rodzaju sypkiej kruszonki. 2/3 wysypać formę do tarty, ugnieść. Wyłożyć na ciasto połówki moreli, skórką do dołu. Do reszty ciasta dodać posiekane na mniejsze kawałki płatki migdałów. Wymieszać i obficie posypać morele. Piec w temp 200 stopni przez ok 1/2 godz. Gdyby się za szybko zrumieniło, to można zmniejszyć temperaturę.

16 sie 2010

Najprościej i najszybciej - słodko i kolorowo.


Skończył się długi i leniwy czas, kiedy oglądałam świat głównie z perspektywy koca.
Oczywiście jak co roku mam wrażenie, że skończył się zbyt szybko.
Kocham polskie morze od kiedy pamiętam, czyli od zawsze chyba.
Mam tę miłość przekazaną w genach.
Uwielbiam przestrzeń, wiatr, szum i ten charakterystyczny zapach powietrza.
Mogę godzinami patrzeć w zielono-niebiesko-szarość.
Tęsknię do tego wszystkiego przez całą zimę. Całą wiosnę za to szykuję się w myślach do wyjazdu.
Po powrocie wielokrotnie wracam do zdjęć takich jak te:



W domu gorące lato nie jest aż tak przyjemne.
Powietrze aż lepkie od upału.
Popołudnia mijają nam leniwie w domowym zaciszu.
Gotuję oszczędnie. Najczęściej lekkie zupy, młode warzywa.
Nie piekę chleba, staram się nie smażyć.
Dopiero wieczór wygania nas z domu, nadrabiamy spacery i inne aktywności poza domowe.

A zanim nadejdzie wieczór jak uprzyjemnić sobie upalne popołudnie?
Tak żeby nie były to kolejne lody.
Tak, żeby nie uruchamiać piekarnika i nie podnosić i tak już absurdalnie wysokiej temperatury w mieszkaniu?



Zgromadziłam w lodówce zapas serków, poprosiłam M. o kupienie w drodze do domu dwóch paczek herbatników, rozpuściłam kolorowe galaretki.

Ucieszyłam najbardziej moje córki.  Licytowały się która pierwsza zje, robiąc niesamowity bałagan na talerzykach. M. pochłonął swoją porcję z prędkością światła i zawinął do kuchni po dokładkę.



Sernik na zimno - najprostszy

3 pudełka naturalnego serka homogenizowanego (600g)
1/2 opakowania jogurtu bałkańskiego (ok. 200g)
4 łyżeczki cukru
2 galaretki o smaku dowolnym
2 opakowania herbatników Petite Beurre
2 czubate łyżki masła
borówka amerykańska, maliny lub inne sezonowe owoce

Jedną z galaretek rozpuścić w 400 - 500 ml wrzącej wody. Ostudzić. Wstawić do lodówki. Drugą rozpuścić w 150 ml, dokładnie wymieszać i również ostudzić ale nie wstawiać do lodówki. Herbatniki zmiksować z miękkim masłem, wykleić masą tortownicę o średnicy 24-26 cm (ja miałam akurat 30 cm i przez to sernik był niski). Wstawić spód do lodówki. Serki i jogurt zmiksować z cukrem, połączyć z galaretką, tą rozpuszczona w 150 ml, cały czas miksując, aż masa dobrze się napowietrzy. Wylać na schłodzony spód i wstawić z powrotem do lodówki aby lekko stężała. Następnie posypać owocami i wylać na wierzch druga galaretkę.
Należałoby odczekać do następnego dnia aż sernik dobrze stężeje, ale kto by tam czekał :)))
Dlatego na zdjęciach jest taki lekko pijany ;)