16 sie 2010

Najprościej i najszybciej - słodko i kolorowo.


Skończył się długi i leniwy czas, kiedy oglądałam świat głównie z perspektywy koca.
Oczywiście jak co roku mam wrażenie, że skończył się zbyt szybko.
Kocham polskie morze od kiedy pamiętam, czyli od zawsze chyba.
Mam tę miłość przekazaną w genach.
Uwielbiam przestrzeń, wiatr, szum i ten charakterystyczny zapach powietrza.
Mogę godzinami patrzeć w zielono-niebiesko-szarość.
Tęsknię do tego wszystkiego przez całą zimę. Całą wiosnę za to szykuję się w myślach do wyjazdu.
Po powrocie wielokrotnie wracam do zdjęć takich jak te:



W domu gorące lato nie jest aż tak przyjemne.
Powietrze aż lepkie od upału.
Popołudnia mijają nam leniwie w domowym zaciszu.
Gotuję oszczędnie. Najczęściej lekkie zupy, młode warzywa.
Nie piekę chleba, staram się nie smażyć.
Dopiero wieczór wygania nas z domu, nadrabiamy spacery i inne aktywności poza domowe.

A zanim nadejdzie wieczór jak uprzyjemnić sobie upalne popołudnie?
Tak żeby nie były to kolejne lody.
Tak, żeby nie uruchamiać piekarnika i nie podnosić i tak już absurdalnie wysokiej temperatury w mieszkaniu?



Zgromadziłam w lodówce zapas serków, poprosiłam M. o kupienie w drodze do domu dwóch paczek herbatników, rozpuściłam kolorowe galaretki.

Ucieszyłam najbardziej moje córki.  Licytowały się która pierwsza zje, robiąc niesamowity bałagan na talerzykach. M. pochłonął swoją porcję z prędkością światła i zawinął do kuchni po dokładkę.



Sernik na zimno - najprostszy

3 pudełka naturalnego serka homogenizowanego (600g)
1/2 opakowania jogurtu bałkańskiego (ok. 200g)
4 łyżeczki cukru
2 galaretki o smaku dowolnym
2 opakowania herbatników Petite Beurre
2 czubate łyżki masła
borówka amerykańska, maliny lub inne sezonowe owoce

Jedną z galaretek rozpuścić w 400 - 500 ml wrzącej wody. Ostudzić. Wstawić do lodówki. Drugą rozpuścić w 150 ml, dokładnie wymieszać i również ostudzić ale nie wstawiać do lodówki. Herbatniki zmiksować z miękkim masłem, wykleić masą tortownicę o średnicy 24-26 cm (ja miałam akurat 30 cm i przez to sernik był niski). Wstawić spód do lodówki. Serki i jogurt zmiksować z cukrem, połączyć z galaretką, tą rozpuszczona w 150 ml, cały czas miksując, aż masa dobrze się napowietrzy. Wylać na schłodzony spód i wstawić z powrotem do lodówki aby lekko stężała. Następnie posypać owocami i wylać na wierzch druga galaretkę.
Należałoby odczekać do następnego dnia aż sernik dobrze stężeje, ale kto by tam czekał :)))
Dlatego na zdjęciach jest taki lekko pijany ;)



3 komentarze:

  1. Lubię takie serniki na zimno. Bardzo lubię.

    Ale bez względu na porę roku lubię piec. Naprawdę. Włączenie piekarnika cudownie mnie odpręża i uszczęśliwia. Podobnie jak widok morza - choć zdecydowanie wolę to zagraniczne, niż rodzime.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lo! Dobrze, że jesteś:)
    Rozumiem tą miłość do morza, bo to i moje uczucia, a sernik z pewnością wspaniały!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, że się pojawiacie. Tak dawno mnie tu nie było, że już blog porósł mchem :)

    Zaytoon, też lubię piec bez względu na porę roku, ale jest górna granica temperatury, którą mogę znieść. Pogoda się zmieniła, więc z chęcią wrócę do kuchni i odpalę piekarnik :)

    Anno- Mario miłość do morza jest na całe życie.
    Też się cieszę, że wróciłam (o ile o mnie Ci chodziło :)))))

    OdpowiedzUsuń