22 cze 2010

Mille feuille, po grecku.



Szaleństwa ciąg dalszy.
Świeże truskawki wpisały się już na stałe w krajobraz mojej kuchni.
Po prostu czekają sobie na blacie. Umyte, na sitku. I uśmiechają się.
Wystarczy sięgnąć, co też czynię za każdym razem, kiedy znajdę się w okolicy.
Jednocześnie systematycznie nachodzi mnie chętka, żeby coś z nimi zrobić.
Biszkopt z truskawkami i galaretką, truskawki z jogurtem greckim, omlet z truskawkami...
Nieubłaganie nadchodzi też czas drożdżowego ciasta z truskawkami   :).

Na razie jednak rzuciłam mężowi w przelocie: A może tak mille feuille?
I od tej chwili nie było odwrotu.
Bo to jest taki NASZ deser.
Oryginał dostępny w warszawskiej restauracji Santorini. Chrupiące płaty ciasta filo i leciutki krem z mascarpone, do tego oczywiście truskawki.
Moja wersja to trochę taka pogoń za niedoścignionym.
To ciastko towarzyszyło bardzo przyjemnym chwilom w moim życiu. Utrwaliło się w pamięci jako ideał. Można co najwyżej do niego dążyć.
Dokładnie tak samo jest ze wspomnieniami z dzieciństwa. Naleśniki i pomidorowa mojej babci też są nie do podrobienia. W każdym razie w mojej głowie :)


Trochę się więc pobawiłam, poeksperymentowałam.
Oczywiście nie udało mi się odtworzyć deseru z Santorini. Może to dobrze. Nadal jest po co tam wracać.



Mille feuille 

Opakowanie ciasta filo
3 czubate łyżki masła
1 czubata łyżka cukru pudru

250g serka mascarpone
400g słodkiej śmietanki 30%
cukier waniliowy

świeże truskawki

Ciasto filo rozmrozić. Masło rozpuścić, wymieszać z cukrem pudrem. Na blasze wyłożonej papierem układać jeden na drugim sześć arkuszy ciasta, każdy smarując cienko masłem. Pokroić na blasze na prostokąty bądź kwadraty. Piec w temp. 210 st do zrumienienia.
Schłodzoną śmietanę ubić z cukrem waniliowym, dodać serek mascarpone i zmiksować na niższych obrotach.
Układać na talerzu pojedyncze prostokąty ciasta. Na to ze szprycki wycisnąć krem przełożyć truskawkami. Potem znów prostokąt ciasta, krem i truskawki.
Można oprószyć cukrem pudrem.

Było bardzo, ale to bardzo pyszne, polecam.

10 komentarzy:

  1. Lu, ja też uwielbiam Mille feuille z Santorini!
    Twoje wyglądają identycznie i założę się,że tak samo smakują.Twoja skromność nie pozwala Ci się do tego przyznać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Krem z mascarpone i ciasto filo - już mi się podoba ta wersja! :) I do tego truskawki! Nie wiem, czy uda mi się dostać ciasto filo w najbliższym czasie, ale millefeuille z tym kremem na pewno sobie nie odmówię :) A z truskawkami czającymi się wszędzie mam to samo - właśnie wypiłam 2 szklanki koktajlu truskawkowego ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie robiłam...wygląda cudownie smakowicie i świeżo!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. szaleństwa.. niesamowicie piękne :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. szaleństwo najwyższych lotów
    Lu nawet nie wiesz jak lubię ten twój elegancki styl

    OdpowiedzUsuń
  6. Amber, cieszę się że mamy podobne smaki.
    Zapewniam Cię, że to nie tylko skromność :)

    Komarko wypróbuj koniecznie. Tylko jeśli możesz zdobądź filo. Robiłam z francuskim i smakuje zupełnie inaczej, też pysznie ale inaczej.

    Kass dziękuje za odwiedziny :)

    Asiejko :)

    Alu, to dla mnie niespodzianka, ale oczywiście bardzo mi miło, że tak postrzegasz moje kulinarne poczynania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię takie "osobiste" wypieki, potrawy. Takie, którym towarzyszą emocje, historie, wspomnienia. A mille feuille wygląda pięknie i niedługo muszę je zrobić. Narobiłaś mi apetytu tym cudeńkiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. poezja smaku! i raj dla oczu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lu! A ja mam w zamrażarce paczkę filo i ciągle się zastanawiam do czego ją wykorzystać. Po Twoim poście już wiem jak ją zje:)
    Cudowności! Prawdziwe cudo zrobiłaś!
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten deser śni mi się po nocach ...też nie umiem zrobić takiego jak w Santorini...ale warto spróbować...:)

    OdpowiedzUsuń