18 sie 2015

Letnia łąka - tort malowany farbami


Słońce, słońce i jeszcze raz słońce.
Wlewa się przez okna, praży i roztapia.
Schowana przednim za opuszczonymi roletami nie miałam specjalnej ochoty na gotowanie, zadowalałam się owocami, warzywami, hummusem, czasem jakimś makaronem, ale to wieczorem, wtedy kiedy złota kula, zmęczona wielogodzinną inwigilacją, udawała się na zasłużony odpoczynek.

Zrobienie w taką pogodę tortu wymagało dużego samozaparcia.
A już ozdobienie go i utrzymanie w jako takim stanie aż do nadejścia gości było nie lada sztuką.

Chciałam nie bawić się zbyt długo w wycinanie, lepienie figurek czy innych skomplikowanych przestrzennych ozdób.
Z drugiej strony ciągle jeszcze mam potrzebę żeby się sprawdzić, zrobić coś zupełnie nowego, czego wcześniej nigdy nie próbowałam. Najlepiej mi się chyba pracuje na adrenalinie: wyjdzie? nie wyjdzie?


Zdecydowałam się na farby spożywcze i powrót do tego co kiedyś kochałam. Machanie od niechcenia pędzelkiem i tym razem okazało się być relaksującym zajęciem. Najmilszym etapem całych tortowych przygotowań.
Motyw letniej, ukwieconej łąki idealnie wpasował się w klimat tego niezwykłego przecież sierpnia.
Dodatkowo, a może przede wszystkim spodobał się też Zuzi, która tego roku wyjątkowo upodobała sobie brykanie po wszelkich łąkach i łowienie motyli.



Do malowania po tortach farbami na pewno jeszcze wrócę.

24 kwi 2015

Tort i dwa, zaginione? robaczki :)


Miało być prosto.
Żeby się nie zagrzebać w niedzielny wieczór.
Bo prawda jest taka, że formowanie lukru i uzyskanie efektu zgodnego z oczekiwaniami nadal sprawia mi trudności. Może zbyt rzadko robię torty z dekoracją.
W każdym razie chciałam, żeby wyzwanie nie było karkołomne ;)

"Robaczki z zaginionej doliny" to jeden z ulubionych filmów w naszej rodzinie.
Oglądany już wielokrotnie, z ulubionymi momentami, które naprawdę trzymają w napięciu, nawet dorosłych.

Kto nie oglądał, niech nadrobi, bo pełna niebezpieczeństw podróż na puszce pełnej cukru wciągnie każdego.
I jeszcze ta charakterystyczna gwizdana rozmowa biedronki i mrówki, ech chyba obejrzę jeszcze raz :)))

Jubilatka była zachwycona, szczególnie, że temat przewodni tortu był dla niej całkowitą niespodzianką.

Za to dziadkowie, nieznający filmu, poczuli się chyba nieco zawiedzeni.
Czyżbym za wysoko podniosła poprzeczkę?