29 cze 2010

Zupa z młodych warzyw i szczypta wspomnień.


Wreszcie długo wyczekiwany koniec czerwca.
Dookoła lato, ciepło i słonecznie. Żeby wyjść z domu wystarczy wsunąć stopy w japonki.
Wszystko rośnie, dojrzewa, faluje na wietrze i świerszczy.

Wystarczy zamknąć oczy i ... 

... już lekko skrzypi furtka strzeżona przez olbrzymią topolę i jej młodszą koleżankę białokorą brzozę.
Kręty i nagrzany słońcem chodnik wiedzie przez długie podwórko.
Słoneczne i jednocześnie pełne niesamowicie zarośniętych zakamarków podwórko u babci.
W perspektywie dłuuuugie (ach to dziecięce poczucie czasu :))) dwa miesiące wolności.
Koniki polne z wizytą na kocu rozłożonym wśród traw. Nurkowanie wśród krzaków porzeczek, buszowanie pomiędzy drzewami, pełnymi dojrzewających wiśni.
Brzęczenie pszczół w krwisto czerwonym łanie szałwii, delikatny zapach pnącej róży kipiącej bladoróżowymi kwiatami przy balustradzie tarasu.
W cieniu tarasu, na małym stołeczku siedzi Babcia. Obiera młodą marchewkę, przyniesioną razem z pękiem pietruszki i selera z warzywnika za domem. Obok piętrzy się sterta świeżo zerwanej fasolki szparagowej.

Na obiad będzie zupa :)


Zupa z młodych warzyw
ilości są bardzo umowne

dwie garście fasolki szparagowej
3 - 4 młode marchewki
młoda cebulka
i taki sam por
1/2 kalafiora
5-7 ziemniaków (w zależności od wielkości)
kilka liści z selera
pęczek natki pietruszki
pudełko dobrej kwaśnej śmietany
ew. 2 udka z kurczaka (w wersji dla mięsnych smakoszy, ja wolę czysty smak samych warzyw)
sól i pieprz

Do gotującej wody (samej lub z dodatkiem podgotowanych w niej przez 15 min udek z kurczaka), wsypać pokrojoną młodą cebulkę i pora. Dodać marchewkę pokrojoną w krążki i związany nitką pęczek z liści selera, zielonej części pora i kilku gałązek natki pietruszki. Dołożyć fasolkę pokrojoną w 2 - 3 cm odcinki. Następnie podzielonego na różyczki kalafiora i pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotować dosłownie kilkanaście minut na wolnym ogniu. Warzywa bardzo szybko robią się miękkie. Doprawić sola i pieprzem do smaku. Na koniec wyjąć pęczek włoszczyzny, jego cały smak i aromat i tak już jest w zupie.
Dodać do zupy kwaśnej śmietany, dokładnie wymieszać i już nie zagotowywać.
Podawać z dużą ilością posiekanej natki pietruszki.


Zdjęcia niestety nie niosą ze sobą całego ładunku dźwięków lata, w jakich dosłownie zatonęłam  na poniższym falującym bezkresie.


28 cze 2010

Chleb ze słonecznikiem i siemieniem.


Dawno nie zamieszczałam żadnego chleba.
Nie znaczy że nie piekłam.
Co to to nie.
Problem w tym, że najczęściej sypałam na oko, eksperymentując totalnie, więc przepisu zamieścić nie mogłam. Czasem wychodziło, czasem nie.

Poza tym pochłaniają mnie teraz raczej sezonowe owoce i ciasta z nimi.
Ostatnio zatęskniłam jednak do smaku chrupiącej, świeżej kromki, posmarowanej masłem.
Do tego jeszcze na blogu u Tatter zobaczyłam bochenek, który zamrugał do mnie z ekranu "Upiecz mnie".

Przepis zacytuję, bo robiłam prawie tak samo.
Nie prażyłam słonecznika i dodałam od siebie dwie garście siemienia lnianego, bo uwielbiam.
I to był, okazało się, strzał w dziesiątkę. Wiecie na czym stanęło?
"Mamusiu codziennie piecz mi taki chlebek, codziennie"



Chleb pszenno - żytni ze słonecznikiem i... siemieniem.
za Tatter, z drobnymi zmianami
Zaczyn:
 
3 łyżki aktywnego zakwasu żytniego razowego (dzień wcześniej wyjęłam z lodówki i odświeżyłam)
45 g letniej wody
75 g białej pszennej maki chlebowej (u mnie 750)
Wymieszać dokładnie składniki zaczynu, zakryć folią i zostawić na 12 godzin.

Ciasto właściwe:
 
500g białej pszennej maki chlebowej (ja zmieszałam 550 i 750, w proporcjach 4:1)
100g mąki żytniej sitkowej (u mnie chlebowa 720)
100g mąki pszennej razowej (u mnie razowa 2000)
455g letniej wody
13g soli
120g ziaren słonecznika, uprażonych (u mnie nie prażone oraz dodatek siemienia lnianego)
Do dużej miski wsypać mąki, dodać wodę, wymieszać, przykryć i zostawić na 30 minut. Nastepnie dodać sól i zaczyn. Wyrabiać 5 minut, po czym dodać ziarenka słonecznika, siemię i znow zagniatać 3 minuty. Ciasto powinno być gładkie i elastyczne. Zostawić do wyrośnięcia na 2 1/2 godziny i składać co 50 minut (mnie się udało tylko raz)
Wyrośnięte ciasto odgazować, podzielić na dwie czesci, z każdej ukształtować luźną kulę i zostawić na 15 minut. Z każdej porcji uformować bochenek i złączeniem w górę umieścić w koszu. Zostawić do wyrośnięcia na 1 1/2 godziny. Rozgrzać piec do 250C. Wyłożyć bochenki z kosza na nagrzaną blachę. Piec z parą przez 10 minut, nastepnie zmniejszyć temperaturę pieca do 220C i piec jeszcze 35 minut. 
Jeden z lepszych chlebów jakie zrobiłam, dziękuję Tatter :)

25 cze 2010

Historia pewnego ciasta :)


 W środku lata trawniki i chodniki kąpią się w wodzie.
W powietrzu unosi się wodna mgła.
Grafitowy sufit wisi nad miastem.
Obserwując spływające po szybach krople, szukałam sposobów na poprawę nastroju.
Nagle z sitka na blacie uśmiechnęły się do mnie truskawki. Tak samo entuzjastycznie czerwone, bez względu na pogodę.
Potem wszystko potoczyło się już szybko.
Ciepłe mleko, drożdże, mąka, masło. Oswojony rytuał powstawania tego co najlepsze.
Drożdżowego ciasta z truskawkami.
Późnym wieczorem dom spowił niesamowity owocowo - rumowo - maślany zapach.
Rano smętny ocalony kawałek chował się w rogu blaszki, z nadzieją na ocalenie ;)
Na nieśmiałą propozycję, że może znów, bo nie zrobiłam zdjęć, entuzjastyczne: TAK Tak, bo przecież trzeba zużyć truskawki.
Po powrocie z pracy znów: ciepłe mleko, drożdże, mąka, masło. Truskawki pod prysznic i na sitko.
Potem już tylko czekanie, zaglądanie w rozświetlone okienko piekarnika. I ten zapach, wabiący, mamiący...

 

Ciasto drożdżowe z truskawkami

Ciasto:

500 g mąki pszennej
1 jajko
2 żółtka
3/4 szkl mleka
1/2 szkl cukru
15 - 20 g świeżych drożdży
120 g masła extra

Mąkę wsypać do miski, zrobić na środku wgłębienie, wsypać cukier.
Mleko podgrzać tak, żeby było letnie.
Do małej miseczki rozkruszyć drożdże, zasypać je ½ łyżeczki cukru i 1 łyżeczką mąki. Rozmieszać na gładko z taka ilością mleka, żeby uzyskać konsystencję śmietany. Zostawić do zabąbelkowania (powinno zacząć rosnąć tworząc drobne pęcherzyki).

Do miski z mąką wbić jajko i 2 żółtka.
Masło roztopić i odstawić do lekkiego przestygnięcia.
Wyrośnięte drożdże wlać do miski z mąką, cukrem i żółtkami, dodać mleko. Mieszać najpierw łyżką, stopniowo zagarniając coraz większe ilości mąki. Kiedy mieszanie łyżką będzie już zbyt trudne, przejść na mieszanie ręką. Nie zwracać uwagi na to że ciasto klei się do rąk. Dopiero jak wszystkie składniki dokładnie się połączą zacząć dolewać masło (najpierw sprawdzić czy jest już tylko ciepłe, a nie parzące). Masło dodawać partiami (w minimum trzech porcjach), za każdym razem dokładnie wrabiając w ciasto przed dodaniem następnej partii. Zazwyczaj sygnałem do dodania następnej porcji masła jest to, że ciasto znów zaczyna kleić się do rąk. Przy którejś z porcji masła dolać odrobinę aromatu rumowego (resztę zostawić do lukru).Dobrze wyrobione ciasto powinno być aksamitne i raczej się nie kleić.

Przykryć ciasto ściereczką albo po prostu włożyć miskę do reklamówki. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce (można wstawić do piekarnika i zapalić światełko).Ciasto będzie rosło aż podwoi objętość, zazwyczaj jest to min. 1 godzina.

W metodzie maszynowej:

Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku, wlać do maszyny, dodać jajka, cukier, mąkę, rozpuszczone, przestudzone masło i aromat. Nastawić program ciasto rosnące i ... poczekać :)

Wyrośnięte ciasto przenieść na blachę wysmarowaną masłem albo wyłożoną papierem do pieczenia. Rozpłaszczyć tak żeby równomiernie rozłożyło się na blasze. Umyć i odszypułkować truskawki, mniejsze zostawić w całości, większe pokroić na połówki albo nawet każdą na 3 części.
Ułożyć truskawki na cieście, nie za gęsto, nie mogą ściśle do siebie przylegać bo będzie za dużo soku. Odstawić ciasto do ponownego wyrośnięcia.

Kruszonka:

1/3 kostki miękkiego masła
3 czubate łyżki mąki
tyle samo cukru

Mąkę wymieszać z cukrem w misce. Dodać masło i wyrabiać palcami, aż wszystkie składniki się połączą i powstanie kaszka. Powinna dać się zbić w kulę, ale też rozsypać między palcami na coś w rodzaju żwirku. Jeżeli jest za sucha można dodać trochę masła, jeżeli lepi się za bardzo i jest rzadka, dosypać równe objętości mąki i cukru.

Piekarnik rozgrzać do 180 st. Wyrośnięte ciasto posypać kruszonką, nie trzeba zużyć jej całej, powinna pokryć przestrzenie między truskawkami. Kawałek ciasta z boku blachy pozostawić bez kruszonki – dla sprawdzenia czy się zrumieniło.

Piec do zrumienienia ciasta. U mnie było to 30 min.

Przygotować lukier z dwóch czubatych łyżek cukru pudru, 2 łyżeczek wody i reszty aromatu rumowego. Po wyjęciu z piekarnika gorące ciasto polać cienką strużką lukru.





Zdjęcia robiłam wieczorem, wykorzystując resztki dziennego światła, jakie jeszcze pozostały na balkonie. Cały czas mżyło, talerzyk pokrył się delikatną mgiełką kropelek deszczu. Szybko wróciłam do ciepłego, roześmianego i rozgadanego domu, dałam się otulić aromatem i uwieść słodkiemu szaleństwu.
Wszyscy sięgnęli po talerzyki...


22 cze 2010

Mille feuille, po grecku.



Szaleństwa ciąg dalszy.
Świeże truskawki wpisały się już na stałe w krajobraz mojej kuchni.
Po prostu czekają sobie na blacie. Umyte, na sitku. I uśmiechają się.
Wystarczy sięgnąć, co też czynię za każdym razem, kiedy znajdę się w okolicy.
Jednocześnie systematycznie nachodzi mnie chętka, żeby coś z nimi zrobić.
Biszkopt z truskawkami i galaretką, truskawki z jogurtem greckim, omlet z truskawkami...
Nieubłaganie nadchodzi też czas drożdżowego ciasta z truskawkami   :).

Na razie jednak rzuciłam mężowi w przelocie: A może tak mille feuille?
I od tej chwili nie było odwrotu.
Bo to jest taki NASZ deser.
Oryginał dostępny w warszawskiej restauracji Santorini. Chrupiące płaty ciasta filo i leciutki krem z mascarpone, do tego oczywiście truskawki.
Moja wersja to trochę taka pogoń za niedoścignionym.
To ciastko towarzyszyło bardzo przyjemnym chwilom w moim życiu. Utrwaliło się w pamięci jako ideał. Można co najwyżej do niego dążyć.
Dokładnie tak samo jest ze wspomnieniami z dzieciństwa. Naleśniki i pomidorowa mojej babci też są nie do podrobienia. W każdym razie w mojej głowie :)


Trochę się więc pobawiłam, poeksperymentowałam.
Oczywiście nie udało mi się odtworzyć deseru z Santorini. Może to dobrze. Nadal jest po co tam wracać.



Mille feuille 

Opakowanie ciasta filo
3 czubate łyżki masła
1 czubata łyżka cukru pudru

250g serka mascarpone
400g słodkiej śmietanki 30%
cukier waniliowy

świeże truskawki

Ciasto filo rozmrozić. Masło rozpuścić, wymieszać z cukrem pudrem. Na blasze wyłożonej papierem układać jeden na drugim sześć arkuszy ciasta, każdy smarując cienko masłem. Pokroić na blasze na prostokąty bądź kwadraty. Piec w temp. 210 st do zrumienienia.
Schłodzoną śmietanę ubić z cukrem waniliowym, dodać serek mascarpone i zmiksować na niższych obrotach.
Układać na talerzu pojedyncze prostokąty ciasta. Na to ze szprycki wycisnąć krem przełożyć truskawkami. Potem znów prostokąt ciasta, krem i truskawki.
Można oprószyć cukrem pudrem.

Było bardzo, ale to bardzo pyszne, polecam.

21 cze 2010

Weekendowe śniadania


Kolejny poniedziałek, poranny pośpiech, samochód, korki, wreszcie praca.
A jeszcze kilkadziesiąt godzin tamu...
Piżamowe rozleniwienie, tupiące bose stada, ładujące się rodzicom do łóżka. Poranna kawa z domowego ekspresu. I zastanawianie się, co by też tu zrobić tym razem?

Szparagi z truskawkami

pęczek zielonych szparagów
łyżka masła
sól
pieprz
ocet balsamiczny
ser Grana Padano
kilka dużych truskawek

Obłamane i umyte i szparagi udusić na maśle. Lekko posolić. Ułożyć na talerzu. Posypać truskawkami pokrojonymi w plasterki, posypać płatkami sera, posypać pieprzem, skropić balsamico.
Usiąść i jeść :)))


Druga wersja śniadania powstała przypadkowo, z tego co w lodówce :)
A w lodówce były młode gotowane buraczki, pozostałość po chłodniku. Pozostało tylko zapewnić im jakieś towarzystwo.

Eksperyment okazał się na tyle udany, że już go powtarzałam, dla gości, z sukcesem zresztą.
Bo to jest taka mała uczta. Świetnie wygląda na talerzu i jeszcze lepiej smakuje.
Intensywny smak buraczków, kwaskowy jogurt, mhmmm, chyba niedługo znów zrobię :)))



Sałatka z młodych buraczków
ilości wedle uznania, znaczy na oko ;))

młode buraczki, ugotowane w łupinkach i obrane
młoda cebulka ze szczypiorkiem
łosoś wędzony na gorąco
jogurt grecki
koperek
sok z cytryny
pieprz, sól

Buraczki pokroić w cienkie plasterki, ułożyć na talerzu, skropić sokiem z cytryny, lekko posolić.
Cebulkę ze szczypiorkiem pokroić w cienkie plasterki, posypać buraki. Łososia podzielić na kawałki, ułożyć na buraczkach. Na wierzchu udekorować jogurtem greckim, koperkiem i świeżo mielonym pieprzem.

17 cze 2010

Słoneczne pierogi


Pogoda przepiękna, taka jak lubię.
Słonecznie, niebo błękitne, ale z nieba nie leje się żar.
Upały sobie poszły.
Można wrócić do kuchni, nie tylko po to aby nalać sobie kolejną szklankę wody. Co tam, można nawet zaszaleć i uruchomić piekarnik :).
Pieczone pierogi z ciasta krucho-drożdżowego to coś, na co od dawna miałam wielką ochotę. Te robiły się bardzo szybko i przyjemnie. Po kuchni rozeszły się piękne aromaty. 
Potem pozostało już tylko usiąść na balkonie, stawiając na stoliku talerz z rumianą zawartością.
Ten stosik na talerzu bardzo szybko znikał. Smakowało też najmłodszym. Małe nóżki wracały i wracały, a rączki łapały kolejne rumiane księżyce.


Słoneczne pierogi

Ciasto:

300-350 g mąki pszennej
kulka świeżych drożdży wielkości małego włoskiego orzecha
75 ml wody
1/2 łyżeczki cukru
100g masła
1 żółtko (białko zostawić do posmarowania pierogów)
150 g serka homogenizowanego
1/2 łyżeczki soli

Z drożdży, wody, cukru i łyżeczki mąki zrobić zaczyn. Odczekać, aż zabąbelkuje.
W tym czasie do miski z mąką dodać sól, wymieszać. Zimne masło zetrzeć na tarce z dużymi otworami i wymieszać dokładnie z mąką. Zrobić dołek, włożyć serek, dodać żółtko i zaczyn drożdżowy. Wyrobić gładkie ciasto. Powinno mieć konsystencję lekkiego ciasta pierogowego (powinno dać się bez problemu w palcach rozpłaszczyć na placuszek). Dlatego ilość mąki jest orientacyjna. W razie potrzeby, jeżeli konsystencja jest nieodpowiednia, można dodać albo więcej serka albo dać mniej mąki . Ciasto zostawić pod przykryciem, żeby odpoczęło.

Nadzienie:

500g mielonego mięsa indyczego
2 duże, lub 3 mniejsze marchewki
2 duże pory
3-4 ząbki aromatycznego czosnku
masło
olej
sól i pieprz
4 czubate łyżki startego żółtego sera
2 czubate łyżki tartego parmezanu

Mięso obsmażyć do lekkiego zrumienienia na łyżce oleju. Przełożyć do miski. Marchewkę zetrzeć na tarce o dużych oczkach, pory pokroić w cienkie plasterki. Na patelni rozgrzać dwie łyżki masła, wsypać marchewkę i mieszając doprowadzić do lekkiego skarmelizowania. Dodać posiekany drobno czosnek, pory i jeszcze chwilę smażyć, mieszając, aż pory zwiędną a czosnek zacznie intensywnie pachnieć. Dodać mięso, wszystko wymieszać razem, doprawić pieprzem, solą. Odstawić, żeby trochę ostygło.
Połączyć z żółtym serem i parmezanem.

Z ciasta uformować wałek, kroić po kolei krążki z ciasta, rozpłaszczać w rękach i nadziewać.
Układać pod ścierką do wyrośnięcia. Smarować białkiem. Piec w 210 st do zrumienienia.

14 cze 2010

Kwiatowo i kolorowo

Po prostu nie mogło być inaczej.
Niemal od urodzenia, a już na pewno od kiedy stopy pozwalają samodzielnie eksplorować zieloność,  małe rączki zrywają, zbierają, wąchają i obdarowują.


Stokrotki, mlecze, koniczyna, trawy, wyka, firletki, rzeżuchy. Jeśli nikt nie zauważy w porę, nawet szafirki z przedszkolnego klombu, wielką dalię z ogródka babci.
I zawiedzione: "Ale to przecież bukiet, dla Ciebie mamusiu"
 
Dla mojej czterolatki powstał kwiatowy tort.

Wnętrze jest czekoladowe, ze świeżymi truskawkami.
Ciasto pochodzi z bloga Moje wypieki
Zrobiłam trzy biszkopty z 2,5 porcji.

Mus czekoladowy za to wg przepisu z Kwestii Smaku, z 2 porcji za to cukru tyle co w jednej.
Świeże truskawki w masie dopełniły całość.
Zewnętrze to masa marcepanowa - częściowo kupiona. Jednak nie oszacowałam dobrze ilości i uzupełniłam własnoręcznie zrobioną masą wg przepisu Malinny z Mniammniam.pl.

125 g wody zagotowałam z 75 g masła, dodałam 125 g mąki. Po ostudzeniu dolałam 1/2 olejku migdałowego i wsypałam 1/2 kg cukru pudru. Wyrobiłam gładką masę, podzieliłam i zabarwiłam barwnikami Wiltona.
Dekoracje były bardzo smaczne, prawie wszystkie różyczki zostały zjedzone. Trawa najwyraźniej też była bardzo smaczna :)))


Buziaki, kochanie :)

10 cze 2010

Truskawkowo mi :)



Z niecierpliwością czekałam.
Wspominałam zapach, tęskniłam za smakiem.
Z daleka omijałam wszystkie te sztuczne, wielkie "truskawki" w pudełeczkach po kilka sztuk.
I wreszcie zaczęło się, wszystkie rogi ulic, pobocza dróg i stragany na bazarze zapełniły się łubiankami pełnymi aromatycznych czerwonych serduszek.

Zawsze sezon truskawkowy wygląda u mnie tak samo.
Najpierw zjadam same, golusieńkie, dopiero co umyte, zaraz po przyniesieniu do domu.
Takie mi wystarczają, mogłabym tak jeść i jeść. Jeżeli jeszcze, tak jak teraz są upały, truskawki stanowią znaczną część mojej codziennej diety.
Potem przychodzi lekkie opamiętanie. Nie przestaję jeść truskawek o nie.
Po prostu zaczynam dopuszczać myśl o zrobieniu czegoś więcej, niż tylko wysypanie ich na sitko ;)
Na pierwszy ogień idą przepisy z wykorzystaniem surowych truskawek, na pieczenie przyjdzie czas później.

Tarta na migdałowym spodzie z  truskawkami i kremem budyniowym


Ciasto:

200 g mąki pszennej
180 g mielonych migdałów bez skórki
75 g cukru
100g schłodzonego masła
2 żółtka
1/2 opakowania cukru waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
ew. 2 łyżki kwaśnej śmietany, do zlepienia ciasta.



Krem:

200g słodkiej śmietanki kremówki
175 ml mleka
2 łyżki cukru
1/2 opakowania cukru waniliowego
3 żółtka
1- 2 łyżki mąki (zależy czy płaskie, czy z czubkiem)

dorodne truskawki, przekrojone na pół

ewentualnie galaretka o dowolnym smaku, rozpuszczona w 1 1/2 szklanki wody.

Mielone migdały wymieszać w misce z mąką, cukrem i proszkiem do pieczenia.
Masło utrzeć na tarce i wymieszać z mąką. Dodać żółtka i ew śmietanę. Wymieszać do połączenia składników, nie trzeba zagniatać gładkiego ciasta. Byle się dało wylepić formę do tarty (wcześniej wysmarowaną masłem). Formę z ciastem wstawić do lodówki. W tym czasie rozgrzać piekarnik do temp 210 stopni. Wstawić ciasto i piec do lekkiego zrumienienia. W tym czasie w całym domu zacznie się unosić wspaniały zapach.

Śmietankę zagotować z 50 ml mleka, cukrem i cukrem waniliowym. Do pozostałego mleka dodać żółtka i mąkę, wymieszać dokładnie, żeby nie było grudek. Mieszaninę wlać do wrzącej śmietanki, cały czas mieszając doprowadzić krem do zgęstnienia. Gorący krem rozprowadzić na ciepłym cieście.

Truskawki ułożyć na lekko tylko ostudzonym kremie, żeby nie zrobił się kożuszek.
Całość dobrze schłodzić, można posmarować lekko stężałą galaretką, będzie piękny połysk.

Tarta powstała wczoraj wieczorem. Dzisiaj nie został po niej nawet ślad.
Moje dziecko oświadczyło nawet, całkiem niespodziewanie, że uwielbia budyń :)))

8 cze 2010

Barcelona w maju.

Mnóstwo doznań.
Mało czasu.
Feeria kolorów, kształtów.
Ciepło.
Radośnie.