21 sie 2011

Sposób na ... pieprznik w kuchni ;)


Wiem jaki jest mój przepis na udane wakacje.
Morze, morze i jeszcze raz morze.
No niech będzie, że jeszcze odrobina piasku, trochę wiatru, ten słonawy zapach powietrza.
Nieważna jest za to pogoda (zazwyczaj, bo ulewne ekstrema są jednak trochę męczące;)).
Nawet czasem lepiej w kurtce i kapturze, niż na kocu, bo i pusto i wietrzniej i bardziej malowniczo.



Ledwo wyjechałam i już wiem, że za rok na pewno tam wrócę.
Znów już w kwietniu zacznę myśleć, w maju czekać, w czerwcu będę przytupywać z niecierpliwością, a w lipcu przez całe dwa tygodnie będę szczęśliwa w swoim miejscu na ziemi





A jaki jest przepis na udane, mimo, że miejskie, letnie popołudnie?
Najlepiej w towarzystwie pełnego brzucha i błogości na twarzy?
Nic prostszego :)
Wystarczy odrobina dobrych chęci, wizyta na ulubionym bazarku, gdzie piętrzą się uśmiechnięte warzywa, owoce i ...

grzyby :)

w tym żółtopomarańczowe kurki czyli pieprznik jadalny, bo właśnie o nich w tytule mowa :)

Należy przynieść do domu sporą ich garść, a nawet dwie (jeżeli to damskie garście;))
Potem to już tylko trzeba te kurki opłukać dokładnie pod bieżącą wodą.
Na patelni rozgrzać masło (całkiem sporo, kurki masło uwielbiają, biodra mniej, co z tego, czasem zaszaleć trzeba ;) drobno posiekać dorodną cebulę, zrumienić na maśle, dodać kurki i mieszać, aż do całkowitego odparowania płynu, doprawić sporą ilością świeżo mielonego pieprzu. Można zjeść już w tej postaci. I tak się najczęściej dzieje, jeżeli są to pierwsze kurki w sezonie.
Można też je ostudzić, połączyć z utartym twardym serem, np. Bursztyn (przyznaję, że ostatnio go promuję, bo bardzo nam posmakował). Jeżeli jeszcze przypadkiem jest w domu właśnie wyrośnięte ciasto chlebowe (lub dowolne słone drożdżowe, może być np na pizzę) to już w ogóle pełen "wypas".
Wystarczy wtedy rozwałkować placuszki, wielkość dowolna, rozłożyć na nich nadzienie, skleić, zostawić do wyrośnięcia i upiec na rumiano, najlepiej na rozgrzanym kamieniu.


Doznania zapachowe po dobraniu się do wnętrza takiego pieroga są niesamowite. Grzyby lekko podrasowane ostrością sera. Mhmmm.... Ale dla mnie i tak medal dostaje ciasto, w środku wilgotne i pachnące kurkami, na zewnątrz kruche i chrupiące.
Dochodzę do wniosku, że koniecznie muszę kupić kurki, ciekawe dlaczego??? :)))

17 sie 2011

Mariaż malin z ... wątróbką



A było to tak...

Pełnia lata.
Dzieci nad morzem, trochę snującej się po kątach tęsknoty.
Ale od czego są MMS-y. No i babcia przysyłająca kolejne zdjęcia, zresztą w coraz ciekawszych aranżacjach.
Plastelina w roli lakieru do paznokci to jeden z ostatnich hitów w nadmorskim ośrodku wczasowym.

A w domu?
W domu była cisza, tu i ówdzie porzucony pluszak, nagle dziwnie stacjonarny ;)
Spokojnie i statycznie.

Na talerzu coś szybkiego, koniecznie z ulubionymi owocami w roli głównej.

Każdy ma chyba jakieś ulubione owoce sezonowe. Jedni cały rok czekają na truskawki, drudzy przeżywają uniesienia przy kolejnej torbie purpurowych czereśni.
Nie ma dla mnie nic smaczniejszego od malin. Najlepsze to takie prosto z krzaka, nagrzane w słońcu, pełne aromatu, aksamitne.
Kiedy przygotowuję jakieś danie z malinami, kupuję zawsze dwa pudełeczka. Bo jedno opróżnia się tak jakoś mimochodem



Wątróbka na szpinaku w towarzystwie świeżych malin i malinowego sosu

Składniki:
30 dkg wątróbki drobiowej
dwa plasterki wędzonego boczku
2 duże garście szpinaku świeżego
ser grana padano
płatki migdałów
pudełko świeżych malin

sos:
krem balsamiczny
odrobina octu balsamicznego
garść malin przetartych przez sitko
sól i pieprz do smaku

Przygotować sos z musu malinowego i pozostałych składników. Wątróbkę pokroić na mniejsze kawałki, lekko posypać mąką (niekoniecznie).
Na patelni usmażyć boczek pokrojony w paseczki, dodać wątróbkę. Usmażyć na rumiano z obu stron.
Na talerzach ułożyć umyty i osuszony szpinak. Na nim ułożyć wątróbkę, maliny, posypać odrobina zestruganego na cienkie plasterki parmezanu, zrumienionymi płatkami migdałowymi. Polać wszystko sosem malinowym.