Czekolada to tajemnica. Bo jak żadna inna deserowa przyjemność odbija się w palecie moich nastrojów. Czasami to po prostu ona, ona i tyle, żadnej poezji i już. Czasami się jej pragnie, myśli o niej, kiedy akurat jej nie ma. A chciałoby się, chociaż jedną małą kosteczkę. Czasem podjada skrycie, po kawałku. Zawsze tę czarną, im ciemniejsza tym lepsza. Uwodzi aksamitem na języku, wytrawnymi nutami w drugiej i trzeciej odsłonie. Chyba, że to czekolada 99%, wtedy już od początku jest bardzo serio, wytrawnie, grama słodyczy, co niby oczywiste, znając proporcje składników. Jednak nie tego się spodziewałam, odłamując pierwszy mały kawałeczek. Niesamowita koncentracja smaku. Czasami czekolady ma się dość. Tak, tak bywają też i takie dni. Bo jest zaborcza, dominuje, zawłaszcza inne smaki. Przytłacza. Ale nie dziś. W taki dzień jak dziś, śnieżna biel topi się pod ponurym, przeciekającym niebem. Nie ma to jak przełamanie zimowego lenistwa. Z rozkoszą aranżuję sp...
... krętą ścieżką śladami smaków, zapachów, wrażeń, wspomnień, choćby mgnień... bo warto je zatrzymać