8 lut 2011

Ciężkie powroty i autorskie ciasto

Nie mogę się pozbierać. Rozłażę się po kątach.
Wchodzę tu, widzę to świąteczne zdjęcie dawno już nieistniejącej choinki. Owszem, denerwuje mnie ono niezmiernie, ale i tak mi się nie chce.
Gotuję oczywiście nadal. I piekę też. Tylko jakoś tak... Bo blog to przecież coś więcej. Coś czego teraz nie mam, choć chciałabym to odnaleźć.
Czegoś brak.
Samodyscypliny?
Bo zapominam zrobić zdjęcie i ani się obejrzę a już wszystko zjedzone.
A może to zima?
Bo nadal narzekam na sztuczne światło.
Roztargnienie?
Bo ani się obejrzę a ciasto, czy chleb już wymieszane w misce na oko, bez ważenia składników.
Lenistwo?
Bo sklecenie notki wydaje mi się zadaniem ponad siły ;)
Wszystkiego po trochu.
Czekam na ... sama nie wiem na co... Jakiś impuls mi potrzebny, symboliczny kopniak na rozpęd :)

Tymczasem postanowiłam się przemóc, tym bardziej, że wyszło mi przypadkowo świetne ciasto, wymyślone od początku przeze mnie.

Ciasto krucho drożdżowe z jabłkami i powidłami.

ciasto:

2,5 szklanki mąki pszennej (ilość orientacyjna, można dosypać)
3/4 szklanki mielonych orzechów laskowych
1 kostka masła 200g
2 jajka
1 czubata łyżka gęstej śmietany
1/2 szklanki brązowego cukru
kulka świeżych drożdży wielkości orzecha włoskiego

wnętrze: 

4 czubate łyżki powideł śliwkowych
3 duże jabłka szarlotkowe (np złote renety)
marcepanowy baton (bez czekolady)
opakowanie migdałów w słupkach

Mąkę rozetrzeć dokładnie w palcach z drożdżami, wymieszać z cukrem i orzechami. Zetrzeć na tarce masło i rozetrzeć z mieszanką mączną. Zrobić wgłębienie, wbić jajka, dodać śmietanę. Wyrobić gładkie ciasto. Odstawić w chłodne miejsce (może być nawet lodówka) na kilka godzin.

Marcepan włożyć do lodówki. Formę do tarty o średnicy 28 cm (do mniejszej trzeba użyć mniej ciasta, chyba, że ktoś lubi grube) wysmarować masłem. Wykleić formę 2/3 ciasta. Resztę trzymać w chłodzie. Obrać jabłka i pokroić w plasterki. Na cieście rozprowadzić powidła, na to wyłożyć jabłka. Na wierzch zetrzeć na tarce marcepan. Na to resztę ciasta (zetrzeć albo rozwałkować, obie opcje dozwolone). Posypać słupkami migdałów i lekko docisnąć.
Piec w nagrzanym piekarniku, aż do zrumienienia migdałowego wierzchu.

Ciasto jest przepyszne. Orzechowy spód ze strukturą nieco bardziej miękką, niż ciasto kruche, to pewnie dzięki dodatkowi drożdży. Powidła świetnie kontrastują z kwaskowymi jabłkami. Wszystko delikatnie podkręcone marcepanowo-migdałowym akcentem.


15 komentarzy:

  1. Mmm... Takie cieplutkie to by się zjadło, oj zjadło by się...

    OdpowiedzUsuń
  2. Lu , ja Ciebie rozumiem , ja tak mam co kilka miesięcy , zaczynam myśleć ,a po co mi ten blog-ani on jakiś odkrywczy ,ani zdjęcia jakieś piękne itc ,a to do blogu nic nie mam ,ale nie chce mi się pisać , robić zdjęć i wychodzi na to samo:DDD
    a autorskie ciasto wygląda tak jak powinno czyli pysznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj po przerwie! Miło, że znów tu jesteś:) Ciasto wygląda pięknie i naprawdę do zjedzenia natychmiast bez czekania zanim ostygnie. Rozumiem Cię świetnie, mi także czasami brakuje motywacji, aby zamieścić kolejny post. Myślę jednak w takich chwilach, że może warto na przekór wszystkiemu, bo miło będzie popatrzeć po latach na wytwory swoich rąk i wyobraźni i na te chwile zatrzymane w kadrze, przypomnieć sobie siebie, zapachy i smaki...
    Pozdrawiam Cię najcieplej:)
    A.
    P.S.No i jeszcze gdyby nie ten blogowy świat nigdy byśmy się nie poznały:)

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrze, że jesteś.
    że dzielisz się cudnymi smakami..

    OdpowiedzUsuń
  5. No NARESZCIE! Wchodzłam na Twój blog prawie codziennie i ciągle nic. Juz podpytywałam M co się dzieje. Na szczęście to tylko brak natchnienia...
    Pozdrawiam i czekam na więcej
    DP

    OdpowiedzUsuń
  6. Lu! Pewnie nie będziesz mi chciała uwierzyć, ale uwierz, że ja dziś chciałam już do Ciebie wiadomość słać, żeby Cię wybudzić i do bloga sprowadzić!!!!
    Dobrze, że jesteś:)
    Całusy!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic na siłę, ......rozumiem... a ciasto świetne , gratuluję!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest mi niezmiernie miło że o mnie nie zapomnieliście, aż mi się cieplej zrobiło i raźniej jakoś.

    Kubełku witaj na moim blogu :)

    Alu kochana każde Twoje słowo świadczy o tym, że mnie rozumiesz, choć muszę przyznać, nie zauważyłam nigdy spadku aktywności na Twoim blogu, widocznie szybciej zwoje słabości zwalczasz ;)

    Agnieszko jak zawsze pełna ciepła i życzliwości, po prostu dziękuję :)

    Asiejko, też się cieszę, że jestem, mam nadzieję że częściej.

    Dorotko, wiem, wiem, że się dopytywałaś. Ciekawie to określiłaś, brak natchnienia ;)

    Anno-Mario całusy i uściski serdeczne, dzięki za pamięć

    Ozzie, wiem, nic na siłę, tylko chyba czara się przelała i mnie samą zaczęła denerwować ta niemoc.

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie prosto z piekarnika....Ojej! Ślinotok mam.

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak, nie zawsze latwo jest znalezc odpowiednia motywacje... Ale dobrze, ze juz jestes :) No i wiosna coraz blizej, wiec i nastroj pewnie z dnia na dzien bedzie sie poprawial ;)
    A ciasto swietne! Jablka, powidla, marcepan i kruszonka wyjatkowo do mnie przemawiaja :)

    Pozdrawiam Lu!

    OdpowiedzUsuń
  11. Lu nic się nie martw power wróci czy jak wolisz - kopniak przyjdzie. Ja po powrocie do domu padam z nóg. U mnie styczniu 3 wpisy, w luty 1 ehh. Ale i tak fajnie, że od czasu do czasu zbieramy siły i piszemy, ważymy, robimy zdjęcia i konsumujemy - to najważniejsze. Bo przecież super się gotuje!

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że każdy z blogujących przeżywa od czasu do czasu taką "niemoc". Przychodzi to to, a potem na szczęście odchodzi. Głowa do góry Lu, Twoja niemoc odejdzie z pierwszym wiosennym promieniem słońca. :)
    Pozdrowienia ślę. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteś już nawet cytowana:
    http://lakomykasek.blogspot.com/2011/02/pierniki.html :-)
    Jeszcze raz SerdecznośCi Luizo:-) Dobrego Dnia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Beo, Paulino, Małgosiu, dziękuję bardzo, jakoś tak mi raźniej od razu. Wiem, że wiosna wszystko wymaluje jaśniejszymi barwami i z utęsknieniem na nia czekam.

    Agnieszko, dziękuję jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Malui... a ja myslalam, ze tylko ja tak mam... sporo zdjec zrobilam ostatnio, wiele upieklam i ugotowalam, ale blog... lezy i kwiczy i nie raz zastanawiam sie po co mi on... Miala byc to moja podreczna ksiazka z przepisami, bo sporo podrozuje...ponadto taki tam albumik ze zdjeciami z wyjazdow... niestety ostatnie dwa miesiace lezy i czeka na moj lepszy dzien...
    Zrobilam dzisiaj ponownie Twoje Tiramisu... boskie... najlepsze na swiecie...
    Pozdrawiam,
    Alicja

    OdpowiedzUsuń